Ja też mam swoją heroinę

Kiedyś to był tylko joint. Coś, co jest cool, sprawia, że robi się weselej. Jednak w głowie cały czas siedziało, że nie do końca można, że czasem trudno i trzeba się postarać, z czegoś zrezygnować. Po zachłyśnięciem się możliwościami przyszedł czas na barbiturany. Wydawało mi się, że chcieć to można, ale z realizacją gorzej. Gdy przyszedł kryzys, a senność wydawała się zbyt duża, przyszedł czas na otrzeźwienie. Przyszedł czas na środki pobudzające. Nawet, gdy wszystko mówiło o tym, że się nie da, trzeba było udowodnić sobie i innym, że można. Mimo, że euforia zazwyczaj trwała tylko kilka dni to okres pobudzenia poprzedzała euforię o kilka dobrych tygodni, a często przedłużała się na kilka dni później. Moja koka była też doskonałym lekarstwem na stres, chandrę i niezadowolenie. Wystarczyło zapodać dawkę, aby zbliżyć się o krok do TEGO momentu. Do tego nie da się przyzwyczaić. Zawsze będzie tego brakowało a doznania, mimo że czasem słabsze, warte oczekiwania. Jednak coś się zmieniło. Zamiast kilkudniowych euforii i pobudzenia przyszło długotrwały wzrost poziomy dopaminy poprzedzone miesiącami tęsknoty i imaginacji. I to bez grzybków halucynogenków. Podróże. Krótkie, długie, te wymarzone i te nieplanowane. Mój narkotyk. Moje uzależnienie.

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s