Wiocha. Drugie imię Polski.

Niestety. Sprawdziły się moje najgorsze (prawie) przewidywania.
Wybrałam się po południu do Strefy Kibica w Poznaniu, aby w fajnej atmosferze i miejscu zobaczyć Mecz Otwarcia. Byłam w okolicach około godziny przed meczem. Strefę zamknięto. Ponoć była pełna. To pewnie tylko te kratki, przez które można było obejrzeć strefę, tak dziwnie przerzedzały tamtejszy „tłum”. Ale nic to. Pożegnałam strefę i mecz oglądnęłam siedząc wygodnie w jednym z pubów na Starym Rynku. Po meczu znowu udaliśmy się w kierunku Strefy Kibica. Po chwili otoczył nas „swojski” zapach. Okazało się, że nasza policja chciała się pochwalić, że potrafi jeździć konno. A konie chciały się pochwalić, że dostają jeść i jak to mówią w jednej z reklam „smaczne jedzonko trafia do żołądka, a tam wszystko ładnie się trawi…”. Strawiło się dokładnie kilkanaście metrów od głównego wejścia (i wyjścia) do poznańskiej Strefy. Na całej szerokości drogi. Ale przynajmniej było ekologicznie.
Niezrażeni swojskością okolicy przeszliśmy przez bramkę. Dwóch „ochroniarzy” mnie przepuściło. Trzeci mnie zatrzymał mówiąc łamaną angielszczyzną (nie, nie wiem dlaczego mnie, ubranej od stóp do głowy w barwy narodowe, potraktował angielskim) „ticket”. No to ja na to jaki bilet chce, bo z tego co mi wiadomo do strefy wstęp jest wolny. Na to usłyszałam słowo klucz – „ticket”. Za chwilę „przejęła” mnie ochroniarka pokazując „camera”. Ale nadal nie była w stanie wypowiedzieć całego zdania. Jako, że potraktowali mnie angielskim, ja odpowiedziałam tym samym „If it helps I speak polish”. Nie pomogło. Nadal próbowali po angielsku mi coś wyjaśnić. Dopiero gdy zaczęli po polsku sprzeczać się mnie, bo jedna stwierdziła, żeby mnie wpuścić, a inna że nie, dowiedziałam się, że nie mogę wejść ze swoją lustrzanką. Lustrzanka jak lustrzanka, ostatnio mają ją nawet Ci, którzy nie wiedzą co to spust migawki, podstawowy obiektyw KITowy i ja, zupełnie niewyglądająca na dziennikarza. Nijak zdało się tłumaczenie (tym razem z litości po polsku), że to użytku prywatnego. Zostałam poinformowana, że mogę oddać aparat do depozytu i wrócić. No więc poszłam. Zapoznałam się z regulaminem depozytu. Nie można składować tam ani aparatów ani przedmiotów wartych powyżej 1000 zł. Ups, chyba nie spełniam warunków… Poszłam zapoznać się z regulaminem Strefy Kibica. Aparat (jakikolwiek) mogę wnieść tak długo jak służy do użytku prywatnego. No ale cóż. Polska. Albo ktoś chciał w łapę albo ktoś nie potrafi czytać ze zrozumieniem.
I tak do teraz się zastanawiam – co ja miałam tam takiego cennego sfotografować? Kibiców, którzy zaraz po meczu poszli na Stary Rynek? Strefę VIP, która równie dobrze by wyszła cyfrówką, czy może telebim, których chyba nie jest aż tak cennym obiektem do fotografowania?
Tak czy inaczej. Kolejny raz przekonałam się, że organizacja międzynarodowych w Polsce jedyne co może zdziałać to pokazać polską zaściankowość. I jak tu nie „kochać” tego kraju???

Ps. Zapomniałam o najważniejszym. Czy naprawdę konieczne jest macanie każdego wchodzącego do Strefy? Nie przypominam sobie, żeby wchodząc do Fun Zone w Berlinie podczas Mś 2006 macali wszystkich bez wyjątku…

 

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s