Miesiąc w Tajlandii – koszty

Wiele osób z którymi rozmawiam pyta mnie o koszty takiego wyjazdu. Większość z moich znajomych wyobraża sobie bajońskie sumy, jakie musiałam wydać, żeby przez miesiąc podróżować po Tajlandii. Skalę nieświadomości potwierdziła nie tak dawna rozmowa z nowo poznanym fotografem. Zaczęliśmy rozmawiać o podróżach. Zapytałam jakie rejony preferuje. Wspomniał o Wyspach Kanaryjskich. Odpowiedziałam, że mnie fascynuje Azja. Odpowiedział, że on na razie takimi środkami nie dysponuje. Błąd, z którego szybko go wyprowadziłam, pytając najpierw ile kosztowała go dwu-tygodniowa wycieczka przez Kanary.

Tak więc…

Zaczęło się dość drogo, od zakupu biletu lotniczego. Niestety, ze względu na pracę, biletów mogłam szukać dość późno, wiedziałam też, że w grę wchodzi grudzień, ewentualnie początek stycznia. Za bilety zapłaciłam 3100zł (trasa Berlin – Bangkok – Berlin). Wcześniej przez kilka miesięcy obserwowałam jak cena rośnie z około 2000zł. Dłużej nie chciałam czekać, bałam się ryzykować jeszcze wyższych cen, szukając super promocji. Później było już tylko lepiej.

Tajlandia jest tania. Po podróżach w Europie ceny w Azji wydają się momentami wręcz śmieszne. Ale człowiek szybko się przyzwyczaja i po powrocie do domu każdy wydatek boli podwójnie.

Będąc w Tajlandii szczególnie nie oszczędzałam. Podróżowałam backpackersko, zatrzymując się w niedrogich guesthouse’ach lub hotelach (zawsze były to dwu-osobowe pokoje z łazienką), dwie noce spędziłam na trekkingu w dżungli, dwie korzystając z Couchsurfing’u.

* 100 BHT = ~11 zł (2011)

Noclegi

Najdrożej było na południu. Grudzień i styczeń to szczyt sezonu turystycznego. Jeśli do tego dodamy Boże Narodzenie i Sylwester… Ale po kolei.

Bangkok. Tu zatrzymałyśmy się w pierwszym znalezionym przez nas Guesthousie, zaraz przy Khao San Road, blisko do większości atrakcji turystycznych. Za dwu-osobowy pokój z łazienką płaciłyśmy 400 BHT (około 42zł), czyli 21zł za osobę. Pokój jednoosobowy (bez łazienki i okna) kosztował mnie później również 200 BHT.

Chiang Mai. Tutaj było jeszcze lepiej. Już na dworcu kolejowym znalazłyśmy coś co wyglądało na informację turystyczną. Zerknęłyśmy na ofertę. Do wyboru były dwa guesthouse’y. Pierwszy w cenie 200BHT za pokój, drugi za 400BHT. Wybrałyśmy tańszą opcję. Hotel mieścił się w samym centrum Chiang Mai, jednocześnie było w nim bardzo spokojnie. Dodatkowym plusem był darmowy transport z dworca (i później na dworzec) a także lokalne biuro podróży, z którego wyruszyłyśmy na trekking.

Chiang Rai. Tu spotkałyśmy naszego host’a z CouchSurfingu. Jedynym kosztem był dojazd, ponieważ jego dom znajdywał się 10km od centrum miasta.

Khao Sok National Park. To był najtańszy i najwspanialszy nocleg. Tuż o bram dżungli, nasz domek na palach, z dobudowaną łazienką, kosztował 100BHT.

Koh Tao. Ten nocleg zarezerwowałyśmy jeszcze z Polski przez portal http://www.hostelworld.com. Obawiałam się, że podczas Bożego Narodzenia może być problem z noclegami. Na miejscu okazało się, że z miejscami nie było problemu, ale na szczęście cena naszego hotelu (zawierająca śniadanie) nie była wygórowana. W hotelu udało nam się też kupić bilet łączony (prom + autobusy) do Krabi, co w Tajlandii wiąże się zazwyczaj z oszczędnościami.

Railay. Tu było najtrudniej. Railay to typowo turystyczna mekka Krabi, w której istnieją wyłącznie hotele. Ceny większości z nich były poza naszym zasięgiem (2000 BHT i więcej). Udało nam się znaleźć pokój za 800 BHT za dobę (za dwie osoby, co i tak wydawało nam się zdzierstwem). W międzyczasie znalazłyśmy pokój za 600 BHT, ale niestety, póki się zdecydowałyśmy, ten był już zajęty.

Phuket. Najpierw było miasto. Dojechałyśmy na miejsce dość późno, zmęczone całonocną i dzienną podróżą. Szukałyśmy czegoś blisko dworca autobusowego, aby rano ruszyć dalej. Koszt pokoju (w bloku z mieszkaniami na wynajem) to 400 BHT.
Kolejne dni na wyspie spędziłyśmy z dala od głównych atrakcji turystycznych, w małym ośrodku z małymi domkami, tym razem z łazienką na zewnątrz. Koszt domku za dobę to 600 BHT. Minusem była dość droga restauracja i brak jakichkolwiek sklepów dookoła.

Transport

Po miastach poruszałyśmy się głównie pieszo lub komunikacją miejską. Taksówki i tuk-tuki zarabiały na nas tylko z konieczności.

Autobusy miejskie. Koszt przejazdu publicznym autobusem to kilkadziesiąt groszy, w zależności od trasy. W każdym autobusie jest kobieta, która na miejscu sprzedaje bilety, podpowiada też na którym przystanku wysiąść. Jadąc autobusami z lotniska w Bangkoku do centrum trzeba wydać około 2-3zł.

Autobusy. Warto korzystać z przewoźnika państwowego. Cena jest podobna do tej oferowanej przez prywatnych przewoźników (których ofert pełno na przykład na Khao San Road), ale w państwowych autobusach zazwyczaj jesteśmy jednymi z niewielu turystów co z kolei sprawia, że autobusy te nie są ciekawą opcją dla złodziei, których pełno w turystycznych autobusach.

Szybka Kolej Naziemna w Bangkoku to droższy, ale też wygodniejszy sposób na dostanie się z lotniska do centrum i z powrotem. Koszt to około 50-80 BHT, w zależności od stacji pomiędzy którymi się poruszamy. Z lotniska można w ten sposób dojechać w około 30min.

Taksówka. Ze stacji Koleji do Khao San Road (około pół godziny w korkach) zapłaciłyśmy 100 BHT. Natomiast około 13 km trasa po Phuket to już koszt 350 – 400 BHT (po negocjacjach).

Tuk-tuk. Warto korzystać z tuk tuków z licznikiem (Metered), tak zazwyczaj wychodzi taniej. W innych przypadkach cenę należy ustalić jeszcze przed rozpoczęciem trasy. Z naszych doświadczeń wynika, że cena mimo, że komfort jest mniejszy niż w taksówce, jest do niej podobna.

„Na pace” czyli Van-y – w Chiang Rai około 10km trasa to koszt około 20-30 BHT od osoby. Ta sama trasa tuk-tukiem kosztowała 100BHT za dwie osoby.

Samolotem. Dzięki takim liniom lotniczym jak Air Asia i Nok Air w Tajlandii można pokonywać większe odległości stosunkowo niedrogo. Znając termin podróży warto polować na okazje, dzięki którym pomiędzy Chiang Mai i Phuket można polecieć za kilkanaście – kilkadziesiąt złotych. Ja z tej opcji korzystałam dwukrotnie. Przelot Air Asia z Chiang Mai do Phuket kosztował 2600 BHT (dość drogo, ale za to zaoszczędziłyśmy około dwa dni w podróży i około 1200 – 1500 BHT które trzeba by było za tą trasę wydać podróżując pociągiem i autobusem). Bilet z Phuket do Bangkok-u w Nowy Rok kosztował 2700 BHT.

Pociąg. Pociągi w Tajlandii są wygodne, a najniższa klasa pociągu, który nocą jedzie z Bangkoku do Chiang Mai, w cenie zawiera delikatne śniadanie z napojem. Cena to około 800 BHT za około 650km, za to nie trzeba wydawać pieniędzy na nocleg.

Łodzie i promy. Aby dostać się w niektóre miejsca trzeba skorzystać z transportu wodnego. Za nocny prom z Surat Thani do Koh Tao trzeba zapłacić 500 BHT (za bilet kupiony na przystani). Dużo droższe są łodzie ekspresowe kursujące za dnia. Tańszy jest nocny prom z Chumphon do Koh Tao, który można dostać za 300 BHT. Również, aby dostać się do Railey trzeba było skorzystać z wodnej taksówki. Za około 10-15 min podróż zapłaciłyśmy 100 BHT.

Transport łączony. Tajowie są mistrzami logistyki. W wielu miejscach można dostać bilety łączone do lokalizacji, do których nie dostaniemy się bezpośrednio. I tak na przykład, aby dostać się z Koh Tao (Zatoka Tajska) do Krabi (Morze Andamańskie) należy najpierw promem dostać się na ląd, a później pojechać autobusem. Za nocny prom + przejazd autobusem i busami, który zabrał nam w sumie około 10h (360km) zapłaciłyśmy około 550 BHT. Z podobnej opcji korzystałyśmy na trasie Railay – Phuket City, o ile dobrze pamiętam bilet kosztował nas około 200 BHT (przy czym za samą wodną taksówkę do Krabi zapłaciłybyśmy 100 BHT od osoby)

Trekking i wycieczki zorganizowane

Jest kilka miejsc w Tajlandii, do których trudno dostać się samodzielnie. By ze zorganizowanego trekkingu korzystałyśmy dwukrotnie. Pierwszy wykupiłyśmy w Chiang Mai za pośrednictwem biura zlokalizowanego w naszym Guesthouse. Za trzydniowy trekking po okolicznych górach, z dwoma noclegami w wioskach tamtejszych ludów, zapłaciłyśmy 2000 BHT. Cena zawierała transport, ubezpieczenie, noclegi i wyżywienie, godzinną wycieczkę po dżungli na słoniach i około dwugodzinny spływ bambusowymi tratwami.

Kolejny był jednodniowy trekking po dżungli i jaskiniach w Khao Sok National Park. W cenie był transport do jeziora, dwie godzinne wycieczki łodzią (long tail boat, dzięki której dostaliśmy się z brzegu od strony drogi do miejsca, z którego zaczynał się nasz trekking) – która sama w sobie mogłaby być warta tych pieniędzy, trekking po dżungli i jaskiniach, korzystanie z kajaków i pyszny obiad. Koszt całej wyprawy to 1500 BHT.

Snorkeling. Większość tego wycieczek na Koh Tao organizuje jedna firma, a które sprzedaje wielu detalicznych sprzedawców (hotele, sklepy, biura podróży), a więc i ceny są jednolite. Za 8h wycieczkę snorkelingową trzeba zapłacić w podstawowej wersji 800 BHT. Nasza niestety została ze względu na pogodę skrócona o połowę. I tą też połowę ceny później odzyskałyśmy.

Jedzenie

Podstawową zasadą w podróży jest to, aby korzystać z tego co miejscowi. Tajlandia to raj dla smakoszy, a największy wybór lokalnych przysmaków znajdziemy na licznych stoiskach, które w całej Tajlandii można spotkać co parę metrów (a często centrymetrów), otwartych od wczesnych godzin rannych do późnych godzin nocnych.
Cena tradycyjnego Pad Thai, w zależności od wersji (np. najdroższa z owocami morza), to od 30 do 60 BHT (za całkiem sporą porcję).
Owocowe shake’i to również 30-50 BHT, w zależności od wybranych owoców oraz wersji z lub bez lodu.
Jogurt z owocami i musli (solidna porcja z owocami według uznania) to 40BHT, za miód trzeba dopłacić 10BHT.
Roti (coś na kształt naleśnika) z jajkiem to 20BHT, z czekoladą i bananem 30 BHT, z nutellą 40 BHT. Jest też duży wybór innych smaków, np. przepyszne banany z cynamonem czy też wersja na ostro. Ceny zazwyczaj kształtują się pomiędzy 20 i 40 BHT.
Sushi. Pyszne sushi można na straganach dostać za 5-10 BHT (0,5 – 1zł!!!) za sztukę, w zależności od wielkości i składników.
Woda 1,5L to 7 BHT.
Masło 50 BHT (nasze największe cenowe zaskoczenie).
Kawa w 7Eleven – 20BHT.
Kawa lub herbata w kawiarni – 30 – 60 BHT.
Popularne tajskie dania (obiadowe) na straganie to zazwyczaj 30-60 BHT za całkiem sporą porcję.
Drink (w turystycznej lokalizacji) to koszt około 100-150 BHT, ale za około 150-200 BHT można mieć całe wiaderko.

Najdroższe są dania kuchni zachodniej. Za kawałek pizzy można zapłacić nawet 100 BHT. Do najtańszych nie należy również McDonald czy Starbucks.

Odzież

Jeśli zapomnimy zabrać czegoś z domu w Tajlandii nie będzie nam trudno to dokupić. Odzież w Tajlandii jest tania i prezentuje dość dobrą jakość. Plusem jest też to, że tamtejsze materiały i kroje dostosowane są do temperatur i dużo łatwiej w nich wytrzymać. Poniższe ceny to ceny z targów czy też chińskich dzielnic w większych miastach.
T-shirt – 50-150 BHT
Spodnie alladynki – 150-200 BHT
Sukienka 150-300 BHT

Podsumowując, nie licząc samolotu z Berlina do Bangkoku, na wszystkie noclegi, transport, jedzenie, kilka sztuk odzieży, trekkingi i wycieczki oraz liczne pamiątki przez cały miesiąc wydałam około 2000 zł. Niewiele, biorąc pod uwagę ilość miejsc, które odwiedziłyśmy, rzeczy które przeżyłyśmy, i ilość kilometrów, które przebyłyśmy. Koszt ten mógłby się znacznie zmniejszyć podczas niskiego sezonu lub bardziej oszczędnego trybu podróżowania (nie kupowanie licznych pamiątek, unikanie przelotów wewnętrznych itp.).
Przelot z Europy można znaleźć już za 1400-1600 zł w obie strony. Trudno za taką cenę w podobny sposób podróżować przez miesiąc po Europie.

Najświeższe informacje o kosztach podróżowania po Tajlandii znajdziesz w tekście Ceny w Tajlandii – sezon 2013/2014

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Advertisements

9 responses to “Miesiąc w Tajlandii – koszty

  1. Suuuper:) na to czekałam, ale od dłuższego czasu czytam o Tajlandii na przeróżnych forach i blogach i ten wyskoczył dziś przypadkowo. Bardzo dużo konkretnych i przydatnych informacji. Wielkie dzięki:)

    • Dzięki :) Cieszę się, że post okazał się przydatny. Byłam ponownie w Tajlandii w listopadzie i mogę potwierdzić, że ceny są ciągle takie same. Jeśli miałbyś jakieś konkretne pytania to daj znać, może dam radę odpowiedzieć dodatkowo :)

  2. Pingback: Ceny w Tajlandii – sezon 2013/2014 | Not just the dreams·

  3. Mam pytanie czy trzeba wcześniej kupować bilety na łódź na koh tao czy można to zrobić bezpośrednio przed rejsem na przystani ?
    Proszę o info na maila agmat14@vp.pl

    • Nie trzeba. Na pewno nie warto dać się wkręcić i przepłacać w agencjach turystycznych, które na pewno będą chciały Wam wmówić, że inaczej nie można. Ja miałam tam dość nieprzyjemną sytuację, bo naganiacze z agencji – zachowując sie jak policja – wygonili wszystkich z autobusu jadącego z kierunku Phuket i zgarnęli do różnych „biur podróży”.
      Na szczęście wyszłyśmy bez większego problemu i udałyśmy się na przystań.
      Bilety warto jednak kupić wcześniej, bo na ostatnią chwilę może ich zabraknąć. My, płynąć tam w środku sezonu, 2h przed odpłynięciem promu wykupiłyśmy ostatnie bilety. (e-mailem tez już odpowiedziałam)

  4. Witam,
    przymierzam się w lutym do pierwszego wyjazdu do Azji (2 tyg zwiedzania z plecakiem + 1-2 tyg. plażowania)
    Wybór między Tajlandią a Sri Lanką.
    Na pierwszy rzut oka Sri Lanka jest tańsza o 25% (bilety) i to jest dobry argument,ale nie chcę zaoszczędzić i żałować.
    1.Czy faktycznie Sri Lanka jest o 25% tańsza?
    2.Z Twoich relacji wynika że Tajlandia jest bardziej przyjaznym miejscem.Czy to się zgadza?
    3.Ma to być wyprawa życia, który kraj byś wybrała?

    • Witam,
      nie znając Twoich preferencji trudno mi jednoznacznie polecić jedno lub drugie, mogę jedynie opierać się na własnym doświadczeniu.
      Faktycznie Sri Lanka jest tańsza niż Tajlandia. Przykładowo całkiem fajny dwuosobowy pokój z łazienką w Mirissa, jednym z bardziej popularnych miast wypoczynkowych Sri Lanki, kosztował około 40zł (za dwie osoby). Najtańszy pokój jaki znalazłam w Tajlandii na wybrzeżu kosztował 80zł i nijak nie był taki ładny jak ten na Sri Lance. Jedzenie jest trochę tańsze (ale nie tak różnorodne), komunikacja w porównaniu z Tajlandią jest magicznie tania. Z drugiej strony na Sri Lankę warto przygotować się mentalnie, bo ludzie tam są bardziej nachalni i łatwiej paść łupem oszustów (nie mówię o kradzieżach, raczej osobach, które próbują zarobić na naszej niewiedzy lub naiwności).
      Według mnie na pierwszą wyprawę w te rejony wybrałabym Tajlandię. Jest zdecydowanie bardziej przyjazna podróżnikom, ale też bardziej „zachodnia”. Komunikacja jest wygodna (ale też droższa). Na Sri Lance płacimy bardzo mało, ale też trudno wcisnąć się do autobusu. Tajlandia słynie też z niesamowitej i bardzo różnorodnej kuchni.
      Na Sri Lance są plantacje herbaty, parki narodowe z dzikimi zwierzętami i góry z pięknymi widokami. W Tajlandii jest dżungla, górskie ludy na północy, piękne plaże i wybrzeża. Ja zakochałam się w Tajlandii. W listopadzie byłam tam po raz drugi i czar nie prysł. Na Sri Lankę z kolei szybko się ponownie nie wybiorę.
      Daj znać co wybierzesz :) Tak czy inaczej jestem pewna, że czeka Cię niesamowita przygoda. A w razie pytań pisz, może uda mi się pomóc :)
      Pozdrawiam,
      Ewa

  5. Trafiłam na Twojego bloga przez przypadek, przeglądając z ciekawości oferty biur podróży oferujących wyjazdy do Tajlandii i różnych innych trochę bardziej lub mniej nieosiągalnych miejsc. Od zawsze marzyłam o dalekich podróżach, jednak zawsze sama wizja takiego wyjazdu w nieznane wiąże się z dużymi kosztami i organizacją, której mi – roztrzepanej osobie brakuje. Dlatego podziwiam Cię za odwagę i organizację. Zazdroszczę tylu ciekawych miejsc i zapewne wielu niezapomnianych przygód.
    Strona świetna, będę tu systematycznie zaglądać :)
    Pozdrawiam i życzę udanych podróży!! :)

    • Dziękuję za miłe słowa :)
      Takie podróże wymagają zazwyczaj znacznie mniej organizacji niż mogłoby się wydawać. W bardzo dużym skrócie. 1. Przeglądam Internet, ale nie w poszukiwaniu ofert biur podróży, ale tanich lotów, 2. Rzuca mi się w oczy ciekawa oferta, analizuję kiedy mogę wziąć urlop, kupuję bilet, 3. Między kupnem a wylotem czytam sobie jakieś książki, przewodniki, blogi, ale czasem na to nie starcza czasu, 4. Na miejscu (w przypadku Azji i innych tańszych krajów) szukam noclegu i z dnia na dzień decyduję co będę robić dzisiaj/ jutro, gdzie i z kim pojadę.
      Wbrew pozorom organizacji tu jest bardzo mało ;)
      Tak więc… mam nadzieję, że lektura bloga sprawi, że być może da radę znaleźć w sobie trochę odwagi, bo naprawdę warto. Samodzielna podróż jest nie do porównania z tą zorganizowaną.
      Pozdrawiam serdecznie, życzę wiele odwagi i cudownych podróży
      :)
      Ewa

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s