Tajlandia od kuchni, czyli o tym, o czym nie zawsze chcielibyśmy widzieć

Tajlandia to nie tylko turystyczna mekka. Ludzie tu żyją i pracują, nie zawsze (albo wręcz przeważnie nie) w dostatku i zgodnie z naszymi, europejskimi, standardami. Mimo, że w Tajlandii nie spotyka się, przynajmniej w miejscach publicznych, zbyt dużo osób bezdomnych czy żebrzących – będąc tam miałam wręcz wrażenie, że w Polsce to bardziej popularne zjawisko – to jednak przeciętny poziom życia Tajów również pozostawia wiele do życzenia.
Poza centrum miast, turystycznymi kurortami i najczęściej przebywanymi szlakami, można spotkać miejsca, które zupełnie nie przypominają tych z pocztówek, reklam biur podróży a często też prasy i blogów podróżniczych. Przyjemniej jest nie tylko oglądać ale i pisać o miejscach ładnych, przyjemnych, cieszących oko i duszę.
W dzisiejszym poście chciałabym pokazać ten kraj troszkę „od kuchni”. Nie po to, aby kogokolwiek zniechęcić. Tajlandia i ludzie tam mieszkający są piękni i naprawdę warto tam pojechać. Piszę go głównie po to, żeby pokazać, że nie wszystko jest kolorowe, ale żeby też zmotywować nas wszystkich, podróżników i turystów, do tego, żeby zastanowić się jak możemy pomóc. Wybierając się niedługo do Sri Lanki odkryłam, że warto ze sobą wziąć długopisy, bo to właśnie o to proszę dzieciaki w wioskach. Lekkie, tanie, a sprawiają ogromną radość. My, jeżdżąc po świecie, też możemy jakoś pomóc. Nie wydając na to majątku, nie obciążając naszych i tak wypchanych plecaków i nie angażując się w długoterminową działalność charytatywną. Warto o tym pomyśleć przekraczając kolejną granicę.

W 2011 Tajlandię dotknęła ogromna powódź. Wiele miejsc przez wiele tygodni było niedostępnych, nie jeździły pociągi i autobusy. A brakowało wody i żywności, artykułów higienicznych i wszystkiego tego, czego brakuje i u nas podczas klęski żywiołowej.

W 2011 Tajlandię dotknęła ogromna powódź. Wiele miejsc przez wiele tygodni było niedostępnych, nie jeździły pociągi i autobusy. A brakowało wody i żywności, artykułów higienicznych i wszystkiego tego, czego brakuje i u nas podczas klęski żywiołowej.

Gdy dotarłam do Bangkoku 7 grudnia 2011 powódź się już skończyła, ale niektóre części kraju nadal walczyły z jej pozostałościami. Nawet najbardziej dotknięta, północna, część stolicy nie została jeszcze uprzątnięta, a woda stała na głównych ulicach.

Gdy dotarłam do Bangkoku 7 grudnia 2011 powódź się już skończyła, ale niektóre części kraju nadal walczyły z jej pozostałościami. Nawet najbardziej dotknięta, północna, część stolicy nie została jeszcze uprzątnięta, a woda stała na głównych ulicach.

Takiego oto malucha zobaczyłam z okna autobusu opuszczającego Bangkok. Mimo tego, że obserwowałam go przez dłuższą chwilę (autobus akurat zatrzymał się w oczekiwaniu na podróżnych, ale też czekając aż pani sprzedająca kurze łapki wyjdzie z pojazdu) - rodziców nie było widać w zasięgu wzroku.

Takiego oto malucha zobaczyłam z okna autobusu opuszczającego Bangkok. Mimo tego, że obserwowałam go przez dłuższą chwilę (autobus akurat zatrzymał się w oczekiwaniu na podróżnych, ale też czekając aż pani sprzedająca kurze łapki wyjdzie z pojazdu) – rodziców nie było widać w zasięgu wzroku.

IMG_8039

Szukając drogi do dworca autobusowego w Bangkoku trafiłyśmy na dzielnicę nie uczęszczaną przez turystów. Widok nas zdziwił po tym jak trafiłyśmy tam dosłownie kilka minut po opuszczeniu dzielnicy wieżowców i biurowców, w pobliżu jednego z dworca tamtejszej kolejki.

Szukając drogi do dworca autobusowego w Bangkoku trafiłyśmy na dzielnicę nie uczęszczaną przez turystów. Widok nas zdziwił po tym jak trafiłyśmy tam dosłownie kilka minut po opuszczeniu dzielnicy wieżowców i biurowców, w pobliżu jednego z dworca tamtejszej kolejki.

Sklepy w dzielnicy na północy Bangkoku przypominały to, co widziałyśmy w innych częściach kraju. Jednak to kontrast spowodował, że wyglądały jeszcze biedniej.

Sklepy w dzielnicy na północy Bangkoku przypominały to, co widziałyśmy w innych częściach kraju. Jednak to kontrast spowodował, że wyglądały jeszcze biedniej.

To właśnie kilka minut drogi stąd znalazłam tą dzielnicę.

To właśnie kilka minut drogi stąd znalazłam tą dzielnicę.

Lop Buri. Takie budynki mieszkalne, mimo że dla nas są ruderą, tam dla wielu są luksusem.

Takie budynki mieszkalne, mimo że dla nas są ruderą, tam dla wielu są luksusem.

Szkoła w wiosce na północy Tajlandii zamieszkiwanej przez lud Lahu.

Szkoła w wiosce na północy Tajlandii zamieszkiwanej przez lud Lahu.

Podczas tej, pierwszej poza europejskiej podróży, mimo, że zdawałam sobie sprawę z różnic, pojechałam tam mniej świadomie. Poza kilkoma upominkami dla goszczących mnie Couchsurferów nie zabrałam ze sobą nic. Tym razem postanowiłam lepiej się przygotować do wyjazdu. Na Sri Lankę, o której na pewno przeczytacie już w lutym, zabiorę nie tylko wspomniane długopisy, ale też lizaki, a być może inne przybory szkolne. Mam nadzieję, że będzie okazja je rozdać.

A tym czasem, już w przyszłym tygodniu, będziecie mieli okazję przeczytać o Szwajcarii. Do Bazylei, gdzie jadę na cztery dni, wreszcie zamierzam wybrać się w pełnym rynsztunku – z lustrzanką i statywem – których tak mi brakowało podczas poprzednich wyjazdów. Szykują się też narty, więc już nie mogę się doczekać widoków i alpejskich fotografii :)

Do zobaczenia!

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Reklamy

3 responses to “Tajlandia od kuchni, czyli o tym, o czym nie zawsze chcielibyśmy widzieć

  1. Pingback: pakowanie i… Pakowanie « Not just the dreams·

    • Dziękuję Krzysiek za miłe słowa. Cieszę się, że blog inspiruje Cię do samodzielnego wyjazdu, nie ukrywam, że taki jest mój cel :) Daj znać jeśli mogę Cię do tego zachęcić jeszcze bardziej :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s