Siedem kilometrów schodów

Sri Pada, czyli Adam’s Peak, to na Sri Lance święta góra aż dla trzech religii. Na samym szczycie znajduje się odcisk stopy, który zgodnie z wierzeniami należy do Adama, Buddy albo Shivy. Wspinaczka na górę liczącą sobie 2,243 metrów nie należy do najłatwiejszych. Pokonać trzeba ponad 5000 schodów, zazwyczaj bardzo wysokich, a wspinać się najlepiej jest w nocy, zaczynając około drugiej, aby na szczycie zobaczyć wschód Słońca. My, nudząc się w knajpce w Dallhouse, wyruszyliśmy już o 1.00. Błąd, ale po kolei.

Takie schody prowadzą na szczyt widoczny w tle

Takie schody prowadzą na szczyt widoczny w tle

Aby dotrzeć do Adam’s Peak trzeba dojechać do Hatton, miasta położonego 33km od Dallhause, skąd zaczyna się wspinaczkę. Jadą tu zarówno autobusy (z Colombo i Kandy) jak i pociągi. Autobus jedzie znacznie szybciej, ale ze względu na liczne serpentyny jest też opcją mniej przyjemną. Z kolei na dworcu kolejowym warto pamiętać, że bilety można kupić tylko pół godziny przed odjazdem pociągu (także, jeśli jest on spóźniony).
Teoretycznie ostatni autobus z Hatton do Dallhouse odjeżdża około 19.00. Tym razem czekał aż półtorej godziny (z pasażerami w środku) i mimo, że przyjechałyśmy o 21, udało nam się na niego zdążyć. Szczęśliwie dla nas, ku niepocieszeniu kierowców tuk-tuk, którzy za taką trasę biorą około 1300 rupii (35 zł), a autobus kosztuje 71 rupii (2 zł). Nie liczyłyśmy na takie szczęście, zwłaszcza, że po drodze nasz pociąg zatrzymał się w polu, nawet bez światła w przedziałach, na ponad pół godziny. W autobusie za to panowała szalona atmosfera. Lokalsi tańczyli i śpiewali, nie zważając na serpentyny i prędkość autobusu.

W Dallhouse, zaraz obok dworca autobusowego, znaleźć można wiele sklepów i knajpek, bez problemu dostępne są również pokoje, przydatne zwłaszcza do zostawienia bagażu i odświeżenia się po powrocie. Plecak można spróbować zostawić też na posterunku policji (zaraz na początku szklaku).

Pokonanie ponad 5 tysięcy schodów jest wyczerpująca, a zmęczenie daje się tym bardziej we znaki, że zazwyczaj oznacza całkowity brak snu. Na trasie można spotkać przede wszystkim pielgrzymów, chociaż turystów też jest tam sporo.

Pielgrzymi zgromadzeni podczas ceremonii na szczycie

Pielgrzymi zgromadzeni podczas ceremonii na szczycie

Po drodze jest też wiele knajpek oraz toalet. Około dziesięć minut przed szczytem jest „Last Hotel”, czyli ostatnia knajpka, w której jest minimalnie mniej zimno niż na szczycie.

Na szklaku jest zbudowanych wiele knajpek oraz toalet. Można jednak spotkać też takich sprzedawców

Na szklaku jest zbudowanych wiele knajpek oraz toalet. Można jednak spotkać też takich sprzedawców


Temperatura w nocy na Sri Pada (Adam’s Peak) spada znacznie, a zimne powietrze odczuwa się już przy każdym dłuższym odpoczynku. Nie warto więc wychodzić zbyt wcześnie, ponieważ oznacza to marznięcie na szczycie lub zejście jeszcze przed obejrzeniem wschodu Słońca.

Pielgrzymi i turyści zgromadzeni na szczycie podczas wschodu słońca

Pielgrzymi i turyści zgromadzeni na szczycie podczas wschodu słońca

Na samym szczycie czeka dziwny budynek, wybudowany tam prawdopodobnie w celach pielgrzymkowych, według mnie przede wszystkim niszczący urok tego miejsca i sprawiający, że po wejściu odczuwa się rozczarowanie. Sam wschód pewnie zależy od dnia. Czy warto oglądać go akurat z tego miejsca każdy musi ocenić sam.

IMG_2464

IMG_2477

IMG_2482

IMG_2513

IMG_2516

Zdecydowanie przyjemniejsze jest schodzenie. Pomimo zmęczenia i ponownych 7km do pokonania oko cieszą widoki oraz ciepłe promienie Słońca. Wreszcie można zrobić też zdjęcia.

Tak wyglądają schody na ostatnim odcinku, to na szczęście już tylko kilka minut od szczytu

Tak wyglądają schody na ostatnim odcinku, to na szczęście już tylko kilka minut od szczytu

W wielu miejscach na Adam's Peak widoczne są chorągiewski, które widać dopiero za dnia

W wielu miejscach na Adam’s Peak widoczne są chorągiewski, które widać dopiero za dnia

Buddyjski dzwon. Oznaka, że jesteśmy już prawie na dole

Buddyjski dzwon. Oznaka, że jesteśmy już prawie na dole

Są tacy, którzy na Sri Pada wspinają się wiele razy. Na schodach spotkać też można dość często ludzi starszych, z laskami, lub młodych, z małymi dziećmi na rękach, pracowników, którzy na szczyt wnoszą towary. Pozostaje mi ich tylko podziwiać.

Robotnicy wnoszący towar na górę. W nocy jest ciężko, nie wyobrażam sobie wspinaczki w pełnym słońcu

Robotnicy wnoszący towar na górę. W nocy jest ciężko, nie wyobrażam sobie wspinaczki w pełnym słońcu

To czego jestem pewna to to, że kolejne wschody słońca będę oglądać z innych miejsc. W mniejszym tłoku i z mniejszym wysiłkiem, a niejeden będzie pewnie jeszcze piękniejszy niż ten obejrzany z Adam’s Peak.

Patrząc na to zdjęcie nie mogłam uwierzyć, że noc spędziłam wchodząc schodami na sam szczyt...

Patrząc na to zdjęcie nie mogłam uwierzyć, że noc spędziłam wchodząc schodami na sam szczyt…

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Advertisements

One response to “Siedem kilometrów schodów

  1. Pingback: Rzecz o tym jak Mihintale i Sigiriya schodami zdobywałyśmy | Not just the dreams·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s