Wyspa dwóch świątyń

IMG_1123

Delft, czyli o tym jak plany mają się do rzeczywistości
Miał być Delft. Wyspa, której nazwa w pierwszej kolejności kojarzy się zapewne z zupełnie innym miejscem niż północ Sri Lanki. Delft wynalazłam na jednym z zagranicznych blogów. Wyspa, na której nie ma mieszkańców, za to jest natura, ptaki i jeszcze raz natura. Jest to też ostatnia, najdalsza, wyspa z okolic Jaffna, do której można dopłynąć publicznym promem. Plan był prosty. Wstajemy, idziemy na dworzec, wsiadamy do autobusu, później może jeszcze jednego, przesiadamy się na prom. Na Sri Lance przecież wszystko jeździ lub pływa często, więc niewiele rzeczy trzeba planować z wyprzedzeniem i co do minuty. Nie w tym przypadku. Na dworcu autobusowym, na który dotarliśmy około 11, okazało się, że prom na Delft pływa raz dziennie. O 9 rano (powrotny o 15). Autobus jedzie z 1,5h (choć to akurat rzecz na Sri Lance bardzo płynna), więc żeby zdążyć trzeba by wsiąść w ten o 7:30. O ile wierzymy, że autobus przyjedzie o czasie. Wcześniejszy odjeżdża o 6:45 i zapewne byłby bezpieczniejszą opcją. Tak czy inaczej trzeba było sobie znaleźć inne plany. Marokańczyk Bashir, z którym wylądowałyśmy na północy, uparł się na Point Pedro. Miasteczko, jakąś godzinę drogi autobusem, z latarnią. Może z czymś jeszcze, ale ani on ani my nie wiedzieliśmy czy aby na pewno. I tak Bashir pojechał, i wrócił bardzo szybko – wymoknięty i bez kluczy do pokoju, do Point Pedro a my postanowiłyśmy pochodzić po Jaffna, udać się do Nallur zobaczyć najwspanialszą, ponoć, świątynię hinduistyczną na wyspie.

Mała szarpanina i aresztowanie kierowcy tuk-tuka, na które trafiłyśmy podczas naszego spaceru do świątyni w Nallur

Mała szarpanina i aresztowanie kierowcy tuk-tuka, na które trafiłyśmy podczas naszego spaceru do świątyni w Nallur. Zdjęcie by Emi emiwdrodze.wordpress.com

Świątynia w Nallur
Według autora przewodnika to jedyna świątynia, która może rywalizować z wielkimi świątyniami indyjskiego Tamillandu. Świątynia była zamknięta, ale ani z zewnątrz ani z tego co udało nam się zobaczyć przez kraty, nie bardzo wyglądała mi na taką, co nie ma sobie równych. Za plusa wyprawy mogłyśmy co najwyżej uznać ujrzenie czołgu (o czym tutaj), kilka fajnych ujęć i załapnie się na aresztowanie jakiegoś tuk-tukarza. Na efektowne świątynie przyjdzie jeszcze pora.

IMG_0930

IMG_0940

IMG_0942

IMG_0946

IMG_0947

IMG_0948

IMG_0949

Jak trafiłyśmy na Nainativu
Ze wstawaniem rano problem mam zawsze. A jak wstać nie muszę to jest to niemalże niewykonalne. I właśnie do tej kategorii zaliczają się wakacje, zwłaszcza jak sama je sobie organizuję. I tak plany były ambitne, a zamiast wstać na autobus przed 7 rano udało nam się tam dotrzeć gdzieś po 9. I tak nieźle i wyłącznie dlatego, że tego dnia miałyśmy ruszać dalej, na południe. Delft już odpadł, została Nainativu. Wyspa ta przewinęła się przez nasze myśli wcześniej już kilkukrotnie. Coś tam przeczytałyśmy w przewodniku, coś powiedziała rodzinka, z którą jechałyśmy stopem. I okazało się, że to bardzo dobra „zmiana planów”. Autobusem z Jaffna do miejsca, z którego odpływał statek, jechałyśmy ponad godzinę. Wystarczyło powiedzieć, że chcemy tam się dostać a już wsadzili nas we właściwy autobus. Przez chwilę nawet myślałyśmy, że ten autobus promem pojedzie z nami, w końcu nikt nie powiedział, że nic tam nie jedzie. Autobus tak naprawdę dojeżdża do przystani na wyspie Punkudutivu. Wysiada się z niego właściwie przy samej przystani, na której poczekalnia podzielona jest na dwie części – dla podróżujących do świątyni hindu i tych chcących odwiedzić świątynie buddyjską.

Autobus dojeżdżający do przystani. Coś Wam przypominają te łaty na drogach?

Autobus dojeżdżający do przystani.
Coś Wam przypominają te łaty na drogach?

Poczekalnia dla podróżujących do świątyni buddyjskiej. Zdjęcie by Emi emiwdrodze.wordpress.com

Poczekalnia dla podróżujących do świątyni buddyjskiej. Zdjęcie by Emi emiwdrodze.wordpress.com

W poczekalni nie było nikogo a pracownicy przystani, po szybkiej kontroli paszportu (tak, tutaj też), kazali wsiadać do łodzi nawet nie pytając gdzie chcemy płynąć. Łódeczka była mała, ale pakowna. Pasażerowie płynęli pod pokładem, na górze gościł skuter, a ja byłam prawdopodobnie jedyną osobą, która była za wysoka, żeby prosto stanąć. W międzyczasie, jak wszędzie na Sri Lance, przez tłum przedzierał się konduktor, próbując usadzić nasze biedne turystyczne dupska chociaż na schodach, bo jak to turystki stać będą. Podziękowałam. Dopłynęłyśmy do świątyni hindu. Jak się później okazało druga przystań, znajdująca się bezpośrednio przy buddyjskiej świątyni, była tego dnia prawdopodobnie zamknięta na potrzeby prezydenta. Ale o tym za chwilę.

Widok na przystań z "przystanku" autobusowego. Po prawej budka kontroli paszportowej dla obcokrajowców. Nie było lokalsów akurat, żeby przekonać się czy ich też jakoś sprawdzają.

Widok na przystań z „przystanku” autobusowego. Po prawej budka kontroli paszportowej dla obcokrajowców. Nie było lokalsów akurat, żeby przekonać się czy ich też jakoś sprawdzają.

Na łódkę zapakować można wszystko. Na autobus trochę za mała, ale większy samochodzik mieści się w sam raz.

Na łódkę zapakować można wszystko. Na autobus trochę za mała, ale większy samochodzik mieści się w sam raz.

Przed wejściem pod pokład robi się kolejka. Każdy dostaje kamizelkę ratunkową, a nam do głowy przychodzi myśl, że być może te łódki często się przewracają...

Przed wejściem pod pokład robi się kolejka. Każdy dostaje kamizelkę ratunkową, a nam do głowy przychodzi myśl, że być może te łódki często się przewracają…

Białas może wyróżniać się nie tylko kolorem skóry ;)

Białas może wyróżniać się nie tylko kolorem skóry ;)

Widok z przystani. W tle świątynia Naga Pooshani Ambal Kovil.

Widok z przystani. W tle świątynia Naga Pooshani Ambal Kovil.

Do świątyni wierni, pod czujnym okiem wszechobecnych tam policjantów, niosą w darach wszystko, także palmy.

Do świątyni wierni, pod czujnym okiem wszechobecnych tam policjantów, niosą w darach wszystko, także palmy kokosowe.

Najpiękniejsza świątynia
Hinduistyczna świątynia Naga Pooshani Ambal Kovil (kowil Naga Puszani Ambal) jako jedyna na wyspie (Sri Lance, nie Nainativu) zrobiła na mnie wrażenie. Miała wszystko to czego tak wyczekiwałam w związku z tą podróżą. Była kolorowa, pełna różnych figurek i całkiem duża. Na cały teren, nie tylko do samej świątyni, trzeba było wchodzić boso (co ciekawe nie dotyczy to wojska i policji), a do środka mężczyźni mogą wejść wyłącznie z gołą klatą. W środku grupa osób akurat odprawiała jakieś modły, a wszędzie rozbrzmiewała dość głośna muzyka. Z przyjemnością wszystko obserwowałam, czasem nagrywając coś „z brzucha”, tak aby nie rzucało się za bardzo w oczy. Poza naprawdę ciekawym wnętrzem także na zewnątrz było mnóstwo ciekawych figur, fontann i innych zbiorników wodnych. I była to właściwie jedyna tego typu świątynia, którą widziałyśmy na Sri Lance. Może autorowi przewodnika coś się pomyliło? ;)

Trudno powiedzieć czy fragmenty świątyni są przebudowywane, dobudowywane czy odbudowywane (po wojnie). Jednak ilość rusztowań na m2 robi wrażenie.

Trudno powiedzieć czy fragmenty świątyni są przebudowywane, dobudowywane czy odbudowywane (po wojnie). Jednak ilość rusztowań na m2 robi wrażenie.

Obok rusztowań jest brama. Zamknięta, gdy przypłynęłyśmy, została otwarta później, ale jednocześnie wprowadzone zostało dość dokładne przeszukiwanie wchodzących. Żbliżał się czas wizyty prezydenta. Ciekawiło mnie czy pomyśleli o tym, że jeśli ktoś by chciał to przecież mógł by wnieść tam coś wcześniej...

Obok rusztowań jest brama. Zamknięta, gdy przypłynęłyśmy, została otwarta później, ale jednocześnie wprowadzone zostało dość dokładne przeszukiwanie wchodzących. Żbliżał się czas wizyty prezydenta. Ciekawiło mnie czy pomyśleli o tym, że jeśli ktoś by chciał to przecież mógł by wnieść tam coś wcześniej…

Mężczyzna oczyszcza się ogniem przed wejściem do świątyni.

Mężczyzna oczyszcza się ogniem przed wejściem do świątyni.

Wewnątrz grupa wiernych chodzi dookoła świątyni, zatrzymując się i modląc w kilku miejscach.

Wewnątrz grupa wiernych chodzi dookoła świątyni, zatrzymując się i modląc w kilku miejscach.

Czy przypomina Wam coś ten obrazek?

Czy przypomina Wam coś ten obrazek?

W hinduiźmie można spotkać bardzo odważne bóstwa.

IMG_1093

IMG_1052

Można też znaleźć takie, które mają wszystkiego więcej niż inne...

Można też znaleźć takie, które mają wszystkiego więcej niż inne…

W służbie prezydenta
Po wyjściu ze świątyni postanowiłyśmy zobaczyć buddyjską wiharę. Obie świątynie łączy droga, po obu stronach usiana kawiarenkami (z lokalnymi, normalnymi cenami) i stoiskami z pamiątkami (które wyglądają tak samo jak te u nas). Zresztą to tutaj widziałam jedyne chyba stoisko z okularami przeciwsłonecznymi. Gdybym tylko wtedy wiedziała jak szybko będę potrzebować nowe…

IMG_1156

Z Jaffna wyjechałyśmy z planem zjedzenia śniadania na wyspie. Zamiast śniadania znalazłyśmy herbatę podaną w bardzo ładnych filiżankach. Znowu poczułyśmy, że na północy rzadko spotykanych obcokrajowców traktuje się inaczej, lokalsi herbatę pili w szklankach.

Z Jaffna wyjechałyśmy z planem zjedzenia śniadania na wyspie. Zamiast śniadania znalazłyśmy herbatę podaną w bardzo ładnych filiżankach. Znowu poczułyśmy, że na północy rzadko spotykanych obcokrajowców traktuje się inaczej, lokalsi herbatę pili w szklankach.

Na drodze było coś jeszcze. Okazało się, że i tutaj właśnie dzisiaj przybywa prezydent. I cała wyspa oszalała. Policja i wojsko stało mniej więcej co 50 metrów. Pomiędzy nimi jak mrówki pracowały służby zabezpieczające teren. Byli tacy, którzy stawiali flagi, byli też tacy, którzy sprawdzali czy w lampach i flagach nie „zagnieździło się” coś niebezpiecznego. Tutaj udało nam się dowiedzieć, że prezydent będzie około 16. Szkoda, znowu się miniemy. Pięknie przyozdobiona i, mam wrażenie, specjalnie wysprzątana na tą okazję została też przystań położona w pobliżu buddyjskiej świątyni. Nie zabrakło też zdjęć prezydenta, które zawitały też na płotach okalających świątynie.

IMG_1055

Na drodze pomiędzy świątyniami wszystko było już przyozdobione do wizyty prezydenta.

Na drodze pomiędzy świątyniami wszystko było już przyozdobione do wizyty prezydenta.

A trochę dalej, już za świątynią buddyjską, można trafić na lokalną drogę do pozostałej części wyspy. A tam żołnierze. Dużo żołnierzy.

A trochę dalej, już za świątynią buddyjską, można trafić na lokalną drogę do pozostałej części wyspy. A tam żołnierze. Dużo żołnierzy.

Uwagę zwrócił tuk-tuk, który przyjechał prosto z łódki.

Uwagę zwrócił tuk-tuk, który przyjechał prosto z łódki.

A pomiędzy żołnierzami i wiernymi przewijają się również kozy. Ta mam wrażenie jest spokrewniona z kameleonem ;)

A pomiędzy żołnierzami i wiernymi przewijają się również kozy. Ta mam wrażenie jest spokrewniona z kameleonem ;)

To nie Tajskie świątynie
Buddyzm na Sri Lance jest inny i inne też są jego świątynie. Po zobaczeniu Tajlandii te na Sri Lance nie potrafiły zrobić na mnie wrażenia. Wihara Nagadipa była skromna, ale ciekawa ze względu na rzadkość buddyjskich świątyń na północy. Stupy tutaj były małe, można było przejść się po terenie i szybko oglądnąć całość. Trudno powiedzieć która z budowli była tą główną. Obie natomiast, i hindu i buddyjska, są na północy ważnymi ośrodkami i, mimo trudniejszego dostępu, mnóstwo tu pielgrzymów.

Świątynia Nagadeepa

Świątynia Nagadeepa

IMG_1135

Historia świątyni Nagadeepa

Historia świątyni Nagadeepa

Kończąc naszą wycieczkę po wyspie nie żałowałyśmy, że trafiłyśmy właśnie tutaj. Szkoda nam było, że nie udało się zobaczyć Delft, ale Nainativu zdecydowanie powinna znaleźć się na liście każdego odwiedzającego północ. Dojechać tu łatwo a widoki po drodze są zdecydowanie warte czasu spędzonego w autobusie. Wysepka jest mała, nie trzeba szukać tuk-tuków, można zobaczyć coś, czego w tej części kraju nie ma zbyt wiele. I przede wszystkim poznać kulturę, taką jaką jest, nie przygotowaną pod turystów i dla turystów, jak w Kandy. A na sam koniec może i Wam uda się doświadczyć gościnności Tamilów i zostać zaproszonym na górny pokład stateczku wracając z wyspy.

DSCN7443

Poczta płynie z nami na górnym pokładzie

Poczta płynie z nami na górnym pokładzie

Ozdoby w naszym powrotnym autobusie...

Ozdoby w naszym powrotnym autobusie…

...i ciekawe towarzystwo. Rysunki tego pana były naprawdę ciekawe. Puentą było oczywiście poproszenie o naszego facebook'a.

…i ciekawe towarzystwo. Rysunki tego pana były naprawdę ciekawe. Puentą było oczywiście poproszenie o naszego facebook’a.

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

2 responses to “Wyspa dwóch świątyń

  1. Pingback: Plaża północy i wioska rybaków | Not just the dreams·

  2. Pingback: WYSPA DWÓCH ŚWIĄTYŃ | gloBlog·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s