Candy Kandy

„Najpiękniejsze miasto Sri Lanki”, „Jedno z piękniejszych miejsc na świecie”, „To miasto musisz zobaczyć”. Czy to ja jestem niewrażliwa czy ci ludzie piszący te opinie nie mieli punktu odniesienia?

Widok na Świątynię Zęba i jezioro.

Widok na Świątynię Zęba i jezioro.

Do Kandy przyjechałyśmy autobusem z Sigriya (o którym jeszcze będzie). Tym razem, po problemie ze znalezieniem taniego noclegu w Anuradhapura ze względu na późny przyjazd do miasta, tym razem postanowiłyśmy wyruszyć z rana i w Kandy byłyśmy około południa. Śladami Lonely Planet skierowałyśmy się do dzielnicy, w której według LP miało być mnóstwo hoteli. Różnica była taka, że hoteli widać nie było. Minęłyśmy Pink House (również występujący w LP, ale Emi znalazła o nim negatywne opinie), otarłyśmy się o ogromną (i hałaśliwą) budowę, przy której jednak zrezygnowałyśmy z noclegu, i kierując się coraz bardziej w górę, gdzie od razu było widać, że po zmroku będzie jak w tunelu bez światła, trafiłyśmy na Golden View. Przed wejściem informacja o rekomendacji Lonely Planet. Cena 2000BHT, bez rewelacji, ale akceptowalnie. Rozpakowałyśmy się i zeszłyśmy na dół. Emi na chwilę wróciła do pokoju a ja czekałam na dole. A tam usłyszałam jak właściciel mówi pewnemu turyście, że do Sigiriya nie ma autobusów i koniecznie musi wziąć taksówkę. Nie zastanawiając się podeszłam i zaproponowałam informację. Chwilę później na ulicy dogonił nas właściciel, wyzywając, bo to przecież jego biznes i święte prawo (do oszukiwania). Dopiero w Polsce znalazłam wiele opinii, większość mówiła właśnie o oszustwach, jakich dopuszcza się obsługa. Zdecydowanie NIE POLECAM! Spakowałyśmy się i za chwilę nas już tam nie było, właściciel tylko nas wyśmiał. W końcu trafiłyśmy do Pink House. Zdecydowanie bliżej, bardzo rodzinna atmosfera i przede wszystkim dwa razy niższa cena. Tym razem polecam :)

Ogródek Pink House. Wbrew zieleni domek od zewnątrz jest ... różowy. W ogródku stół, przy którym niemal przez cały dzień można spotkać przebywających tam podróżników. A po domu kręci się rodzina, która w domku mieszka, domkiem zarządza, a jak trzeba to i gdzieś tuk-tukiem podwiezie.

Ogródek Pink House. Wbrew zieleni domek od zewnątrz jest … różowy. W ogródku stół, przy którym niemal przez cały dzień można spotkać przebywających tam podróżników. A po domu kręci się rodzina, która w domku mieszka, domkiem zarządza, a jak trzeba to i gdzieś tuk-tukiem podwiezie.

Tak czy inaczej. Kandy przypadło na nasze lankijskie przesilenie, na drodze między autobusem a hotelem można by było, bazując na atmosferze, zawiesić siekierę. Później nie było lepiej. Kandy kojarzy nam się przede wszystkim z wszechobecnymi oszustami i naciągaczami. Stoisz koło swojego autobusu? Możesz być pewny, że zaraz podejdzie ktoś pomocny i powie, że albo autobusu brak albo że odjeżdża za 5 godzin. Szukasz sklepu X? Na pewno skierują Cię do sklepu Y. Pralni szukałyśmy 2h, chodząc to w prawo, to w lewo, zawsze tak jak kierowali nas napotkani ludzie. Pralni nie znalazłyśmy. Jedzenie? 3 razy droższe niż gdzie indziej. A do tego hałas, tłok i spaliny. I dopiero z perspektywy czasu, po 2 miesiącach, stwierdzam, że było tam kilka ładnych rzeczy. Tyle, że nie tak ładnych jak spodziewałam się po opinii „jednego z piękniejszych miast świata”.

Centrum Kandy

Centrum Kandy

Po co warto jechać do Kandy? Żeby wyruszyć dalej. Miasto jest świetnie skomunikowane z resztą kraju. Pociąg z Colombo, bezpośrednie autobusy z takich atrakcji turystycznych jak Anuradhapura czy Sigiriya, dobre miejsce startowe na Adam’s Peak czy też na południe.

Co wartu zobaczyć?
Jeziorko. Pięknie położone, wybudowane dla mieszkańców Kandy po to, aby w krótkim czasie stało się ulubionym miejscem odpoczynku brytyjskich kolonizatorów. Z przeciwnego brzegu ładnie widać Świątynię Zęba (Temple of the Tooth), można też spotkać warana zażywającego kąpieli. Spacerując warto uważać, nasz znajomy z hostelu, australijczyk, właśnie na trasie nad jeziorem stracił swój aparat.

Idę... idę... a tam coś w wodzie się rusza...

Idę… idę… a tam coś w wodzie się rusza…

...idę dalej... a tam waran. A ponoć tak ciężko je na Sri Lance spotkać. Mój to już drugi, pierwszego, w pełnej okazałości, spotkałyśmy w Sigiriya.

…idę dalej… a tam waran. A ponoć tak ciężko je na Sri Lance spotkać. Mój to już drugi, pierwszego, w pełnej okazałości, spotkałyśmy w Sigiriya.

Świątynia Zęba. Turystyczna mekka i stały element wszystkich wycieczek. W sumie najładniejsza świątynia buddyjska jaką widziałam na Sri Lance, ale nijak miała się do świątyni w Tajlandii, a to właśnie w tamtych byłam zakochana. Świątynia Zęba to przede wszystkim tłum turystów i maszynka do zarabiania. Wstęp do Świątyni to koszt 1000 rupii, trzeba też zostawić buty, a za ich przechowanie płaci się osobno. Oczywiście lokalsi butów zostawiać nie muszą, płacić za wstęp również. W sumie wchodziłyśmy do świątyni dwa razy. Raz zwiedzając, drugi chcąc zobaczyć Puję (czyli modlitwy i możliwość „zobaczenia” pomieszczenia, w którym trzymana jest relikwia zęba Buddy). Biletów nie sprawdzili nam ani razu. Za to bardzo dokładnie kontrolowali wycieczki, które wchodziły juz po nas, najwyraźniej wtedy jest największy potencjał zarobku. Podczas Puja jest tłok, więc warto wejść wcześniej i ustawić się w kolejce. Później kolejka jest pośpieszana i tak na prawdę nie ma możliwości przyjrzenia się niczemu. Priorytetowo były traktowane osoby z datkami, pieniądze to tylko jedna z możliwości, niektórzy nieśli kwiaty, inni ogromne paczki z prezentami. To właśnie tam poczułam, że katolickie zbieranie kasy na tacę to pikuś.

Bilet do Świątyni Zęba o obejmuje wstęp do świątyni i na jej teren, ale już do bezpośrednio z nią połączonym muzeum buddyzmu trzeba kupić osobny bilet za 500 rupii.

Bilet do Świątyni Zęba o obejmuje wstęp do świątyni i na jej teren, ale już do bezpośrednio z nią połączonym muzeum buddyzmu trzeba kupić osobny bilet za 500 rupii.

Częścią biletu było natomiast jakieś mini muzeum z kilkoma figurkami i obrazami.

Częścią biletu było natomiast jakieś mini muzeum z kilkoma figurkami i obrazami.

Ten pan to raczej nie szkot w kilcie. Na teren świątyni nie można wchodzić w krótkich spodenkach. Problem można rozwiązać wypożyczając (lub kupując) sarong. Czyż jednak nie wygląda to ciekawie?

Ten pan to raczej nie szkot w kilcie. Na teren świątyni nie można wchodzić w krótkich spodenkach. Problem można rozwiązać wypożyczając (lub kupując) sarong. Czyż jednak nie wygląda to ciekawie?

Świątynia Zęba o zmroku. W takim świetle według mnie wygląda najkorzystniej.

Świątynia Zęba o zmroku. W takim świetle według mnie wygląda najkorzystniej.

Z daleka też nieźle się prezentuje, zwłaszcza w porównaniu z innymi cejlońskimi świątyniami.

Z daleka też nieźle się prezentuje, zwłaszcza w porównaniu z innymi cejlońskimi świątyniami.

Sufit przy wejści do Świątyni Zęba.

Sufit przy wejściu do Świątyni Zęba.

Podczas Puja mężczyźni grają na bębnach i innych instrumentach.

Podczas Puja mężczyźni grają na bębnach i innych instrumentach.

W świątyni. Jeszcze przed Pują można normalnie przejść i spokojnie oglądnąć wnętrze. Wierni składają kwiaty na przeciwko pomieszczenia, gdzie trzymana jest relikwia zęba Buddy.

W świątyni. Jeszcze przed Pują można normalnie przejść i spokojnie oglądnąć wnętrze. Wierni składają kwiaty na przeciwko pomieszczenia, gdzie trzymana jest relikwia zęba Buddy.

A tak już wygląda sama Puja. Kolejka i poganiacze, którzy - jeśli nie masz odpowiednio dużych darów - nie pozwolą Ci nawet spokojnie spojrzeć do otwartego na tą okazję pomieszcenia...

A tak już wygląda sama Puja. Kolejka i poganiacze, którzy – jeśli nie masz odpowiednio dużych darów – nie pozwolą Ci nawet spokojnie spojrzeć do otwartego na tą okazję pomieszcenia…

Szybko, szybko! Datki czekają!

Szybko, szybko! Datki czekają!

A to zdjęcie według mnie mówi samo za siebie. Mnich stoi właśnie w tych drzwiach do pomieszczenia z zębem. Czy tylko ja mam wrażenie, że jego twarz mówi "Kaaaasssssaaaaa"?

A to zdjęcie według mnie mówi samo za siebie. Mnich stoi właśnie w tych drzwiach do pomieszczenia z zębem. Czy tylko ja mam wrażenie, że jego twarz mówi „Kaaaasssssaaaaa”?

Dewale. Dewale są w Kandy cztery, przy czym aż trzy są zlokalizowane bezpośrednio przy Świątyni Zęba. Każda z nich poświęcona jest innym bóstwom, niektóre z nich są bardziej buddyjskie, inne hinduskie. Niewielkie świątynie, z drzewami Bo, ciekawe miejsce do obserwacji lokalsów i wyznawanej przez nich wiary. A do tego można wejść z ulicy, usiąść i obserwować. Jedne z tych miejsc, o których jest mało w przewodnikach, a do których warto zajrzeć.

Bodhi Tree w jednym z dewali. Wierni składają dary przy drzewie. Na dole były kraniki, z których nalewana była woda, zanoszona później do drzewa w darach.

Bodhi Tree w jednym z dewali. Wierni składają dary przy drzewie. Na dole były kraniki, z których nalewana była woda, zanoszona później do drzewa w darach.

Najładniejsze miejsce jakie znalazłam w okolicy, kapliczka w jednej z dewali.

Najładniejsze miejsce jakie znalazłam w okolicy, kapliczka w jednej z dewali.

Sklepik z pamiątkami. Bardziej jednak dla lokalsów, którzy w takich sklepikach kupują dary dla bóstw, to tu można kupić zestawy składające się z kwiatów, owoców, kadzideł i innych artykułów pierwszej boskiej potrzeby.

Sklepik z pamiątkami. Bardziej jednak dla lokalsów, którzy w takich sklepikach kupują dary dla bóstw, to tu można kupić zestawy składające się z kwiatów, owoców, kadzideł i innych artykułów pierwszej boskiej potrzeby.

Ogród botaniczny. W końcu tam nie dotarłyśmy. Też płatny, jak wszystko, ale z Kandy miałyśmy ochotę wyjechać, a nie się po nim szwendać. Jedni hostelowi znajomi byli zachwyceni, inni stwierdzili, że to miejsce dla botaników. Myślę, ze zobaczyć warto, chociażby po to, żeby uniknąć hałasu i naciągaczy.

Park za Świątynią. Z opisów wynika, że to dżungla w środku miasta. Z ruinami i ciekawymi roślinami. Wstęp standardowo płatny sporo, ale tylko dla turystów. Pełny zakochanych parek z parasolkami. Również zrezygnowałam. Właśnie przez to, że na Sri Lance nawet zwykły park w mieście jest maszynką do ściągania kasy z turystów. A tego nie lubię.

Muslim Hotel. Mimo tradycyjnych nazw w karcie jedzenie było tam inne, nie smakowało jak wszystko wszędzie w każdym innym miejscu na Sri Lance. Z muzułmańskim charakterem, doskonałą obsługą, rewelacyjną herbatą i… normalnymi, lokalnymi cenami. W Muslim Hotel, w przeciwieńskie do polecanych nam w Kandy restauracji (Devon i White House) było smacznie i niedrogo, a nie turystycznie i bez smaku.

Jest jeszcze parę innych rzeczy do zobaczenia w Kandy. Ale o tym chyba najlepiej przeczytać gdzie indziej. To jedyne miasto, w stosunku do którego nie potrafię być obiektywna. Uciekałyśmy stamtąd tak chętnie jak na początku nieświadomie tam jechałyśmy. I jedyne czego brakowało nam w dalszej trasie to pyszne jedzenie z Muslim Hotel. Bo nawet rezerwat słoni w niedalekim Pinnawala budził we mnie skrajne emocje. Ale o Pinnawala będzie innym razem. Bo pomimo jego minusów nie powinien łączyć się z Kandy, o którym było dzisiaj.

IMG_2300

IMG_2048

IMG_1980

IMG_1931

 

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Advertisements

2 responses to “Candy Kandy

    • You may get normal prices there. Hostel for $8/ 2 people or lunch for $1,5 – 2 is possible, but at first you need to struggle with all people that are trying to cheat you. So if you don’t know real prices it’s really hard there to get fair price.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s