Hill Country czyli o Nuwara Eliya i „gorących” długopisach

IMG_2853

Po ucieczce z wypełnionego po brzegi autokarowymi wycieczkowiczami i oszustami Kandy i zdobyciu Sri Pada (czyli Adam’s Peak) ponownie dotarłam w bardziej przyjazne mi rejony Sri Lanki. Emi niestety musiała wrócić do Kandy (indyjska wiza sprawi, że to nie będzie jej ostatni raz). Ja, skutecznie mijając się w poszczególnych miejscowościach, z moim couchsurfingowym hostem, dotarłam do Nuwara Eliya. Co z tym mijaniem? Pociąg rusza, cudem udało mi się znaleźć miejsce siedzące, odbieram telefon – jak poczekam pół godziny to mnie stamtąd odbierze. Pada bateria, wyłączam telefon, żeby jeszcze jakoś się z hostem odnaleźć na miejscu. Włączam na 5min podczas przesiadki. Autobus do NE rusza, sms – poczekaj, za 10min tam będę. Udało się dopiero w mieście, stamtąd nie miałam już gdzie jechać dalej.

Nuwara Eliya

Centrum? Jak wszędzie. Niezbyt ładne budynki, głośne ulice i wszędzie takie samo jedzenie z curry w roli głównej. Jedziemy busem. Mój host okazuje się dyrektorem w okolicznym Parku Narodowym. Ma służbowy dom, służbowego kierowcę i… mieszka w Parku Narodowym właśnie. Jestem w niebo wzięta. Co prawda dookoła nie biegają zwierzęta (choć po porannych małpkach w Kandy to nawet dobrze) i nie ma niezwykłych roślin, ale nie na co dzień trafia nam się taki nocleg. Dom typowo lankijski. Niezbyt czysta kuchnia, zastawiona wszystkim. Brak lodówki mnie zaskakuje, gdzie indziej – owszem, ale dyrektor? Ponoć klimat jest taki, że wszystko bez lodówki trzyma. Po spędzonej nocy zgadzam się całkowicie. Wełniany koc, rosyjskiej zresztą produkcji, nie daje rady. Kolejnego dnia Emi, niestety bez koca, zakłada na siebie wszystko co ma, jest lodowato. Jesteśmy w okolicach najwyższego szczytu Sri Lanki, w jednej z najwyżej położonych miejscowości na wyspie. Czuć to.

Taki widok z autobusu sprawił, że postanowiłam wysiąść. Wtedy jeszcze nie zmartwił mnie całkowity brak zbieraczek, który akurat były na przerwie. Zwarte i gotowe na polowanie na długopisy ;)

Taki widok z autobusu sprawił, że postanowiłam wysiąść. Wtedy jeszcze nie zmartwił mnie całkowity brak zbieraczek, który akurat były na przerwie. Zwarte i gotowe na polowanie na długopisy ;)

Po odespaniu nocnej wspinaczki i podwójnych 5200 schodów postanawiam nareszcie odwiedzić plantację herbaty. Tyle zdjęć się naoglądałam, też chcę mieć własną fotografię zbieraczki herbaty w kolekcji. Zapominam tylko o „zapłacie”. Wysiadam z autobusu, rozglądam się, po prawej fabryka, do której chce się udać, po lewej plantacje. Postanawiam najpierw się poszwendać. Uzbrojona w długopisy (o których więcej znajdziecie tutaj: https://notjustthedreams.wordpress.com/2013/02/03/pakowanie-i-pakowanie) z zadowoleniem dzielę się tym co mam z napotkanym chłopcem. Nie wiem czy przy pomocy nadajnika GPS, ultranowoczesnej komórki czy może technologii poddźwiękowej, której ja nie słyszę… informacja o długopisach rozchodzi się w mgnieniu oka. Już po kilkunastu sekundach biegną za mną kobiety wyliczając ile mają dzieci i ile owych długopisów potrzebują. Długopisy daję, uśmiecham się, one pozują. Niektóre na drodze, inne biegną w krzaki. Nie o to mi chodziło. Ale faktycznie pracujących kobiet akurat nie ma. Po chwili orientuje się, że kobiety przed chwilą zaniosły zbiory do punktu i mają przerwę. Skrzętnie ją zresztą wykorzystują. Kilka zdjęć, długopisów… one dollar please. O nie, tego już za dużo. Wyliczam kobiecie, że 5 długopisów przed chwilą dostała, a ja jedno zdjęcie zrobiłam. Kasy nie ma. Krzyczy coś do męża. Idę dalej. Po drodze dzieciaki były w mniejszości, a długopisy rozchodziły się jak świeże bułeczki. Zdecydowałam się iść do fabryki, długopisy zostaną na później.

Zostawienie zbiorów i przerwa. To właśnie tak odkryłam dlaczego nikogo nie ma "na polu".

Zostawienie zbiorów i przerwa. To właśnie tak odkryłam dlaczego nikogo nie ma „na polu”.

Jeśli nie "one dollar" to długopis. Trudno jest zrobić zdjęcie "za darmo". Nawet jeśli nie o takie zdjęcie chodziło.

Jeśli nie „one dollar” to długopis. Trudno jest zrobić zdjęcie „za darmo”. Nawet jeśli nie o takie zdjęcie chodziło.

Pani od pięciu długopisów i dolara.

Pani od pięciu długopisów i dolara.

Jeszcze jeden porter przy pracy.

Jeszcze jeden porter przy pracy.

Niewiele było dzieci wtedy w okolicy. Później w fabryce wyczytałam, że Pedro Estate prowadzi własną szkołę dla dzieci zbieraczej, ma też dość szeroko - jak na tamtejsze standardy - rozbudowany socjal. Pewnie dlatego na plantacji były tylko kobiety.

Niewiele było dzieci wtedy w okolicy. Później w fabryce wyczytałam, że Pedro Estate prowadzi własną szkołę dla dzieci zbieraczej, ma też dość szeroko – jak na tamtejsze standardy – rozbudowany socjal. Pewnie dlatego na plantacji były tylko kobiety.

Jeszcze jeden porter z plantacji. Na Sri Lance wszystkie dzieci do szkoły chodzą w mundurkach.

Jeszcze jeden porter z plantacji. Na Sri Lance wszystkie dzieci do szkoły chodzą w mundurkach.

Pedro Estate to jedna z bardziej znanych plantacji w okolicy Nuwara Eliya. Produkuje herbatę Lover’s Leap, sprzedawaną do wielkich odbiorców, takich jak Tetley, i nie sprzedawaną pod marką własną. Z małym wyjątkiem. W fabrykach herbaty można zazwyczaj skosztować i kupić produkowany tam napój. Zaraz przy wejściu można przeczytać o różnych rodzajach herbaty, a po zapłaceniu 200 rupii (ok. 5zł) wypić filiżankę herbaty i zwiedzić fabrykę. Żeby wejść do środka należy ubrać fartuszek i czapkę, nie można też robić zdjęć. W środku trwa akurat przerwa, więc jedyne co widzę to stojące maszyny i pył herbaciany gdzie niegdzie. Nie tego się spodziewałam, choć inni to miejsce polecali.

Krótka instrukcja na temat tego do czego nadaje się jaki rodzaj herbaty. Polecam lekturę.

Krótka instrukcja na temat tego do czego nadaje się jaki rodzaj herbaty. Polecam lekturę.

Filiżanka świeżej herbaty prosto z fabryki.

Filiżanka świeżej herbaty prosto z fabryki.

I kilka zdjęć, których nie powinno być, czyli zakaz fotografowania w praktyce...1...

I kilka zdjęć, których nie powinno być, czyli zakaz fotografowania w praktyce…1…

...2...

…2…

...3... To mogło by być fajne zdjęcie. Ale jak jest zakaz to zdjęcia staram się robić wyłącznie "z brzucha" ;)

…3…
To mogło by być fajne zdjęcie. Ale jak jest zakaz to zdjęcia staram się robić wyłącznie „z brzucha” ;)

A tu już reklama przy wejściu do fabryki. Najprawdopodobniej najczystsza herbata na świecie. Najprawdopodobniej coś mi już przypomina :)

A tu już reklama przy wejściu do fabryki. Najprawdopodobniej najczystsza herbata na świecie. Najprawdopodobniej coś mi już przypomina :)

Moda w najlepszym wydaniu. A czy może być lepsze tło niż soczysta zieleń herbaty?

Moda w najlepszym wydaniu. A czy może być lepsze tło niż soczysta zieleń herbaty?

Następnego dnia, już z Emilią, a także z nowo-poznaną Węgierką (również surferkę u naszego hosta) wyruszamy do Labookalie (najbardziej chyba znanej fabryki w okolicy oraz pod wodospady). Fabryka tętni życiem. Dostajemy wielki dzban pysznej herbaty, podjadamy niesamowite ciasto czekoladowe i podziwiamy widoki. Emi z uporem fotografuje dzieciaki w mundurkach, które przyjechały na wycieczkę. W środku fabryki praca wre, roznosi się wspaniały zapach herbaty, udało się też zrobić kilka zdjęć. Tym razem wszystko za darmo. Tylko za ciastko musiałyśmy zapłacić 60 rupii (ok. 1,60zł).

Pyszna herbata, rozpływające się w ustach ciasto. W tamtej chwili niczego więcej nie było nam do szczęścia potrzebne.

Pyszna herbata, rozpływające się w ustach ciasto. W tamtej chwili niczego więcej nie było nam do szczęścia potrzebne.

Wycieczka szkolna w fabryce herbaty Labookalie.

Wycieczka szkolna w fabryce herbaty Labookalie.

Opite i najedzone, w doskonałych nastrojach, kierujemy się w stronę wodospadów. Po problemach z busikami, które z uporem próbowały nas podrzucić do kolejnej fabryki, udaje się dotrzeć pod wodospad. Dotarłyśmy nawet całe, biorąc pod uwagę liczbę i stopień serpentyn, prędkość zjeżdżającego z góry busa i liczbę mijanych z naprzeciwka aut, możemy zacząć uznawać to za sukces. W drodze powrotnej, pod górkę, powinno być bezpieczniej – w końcu jedyne co nam grozi to wariat jadący z góry…

Na miejscu poznajemy lokalsów. Najpierw, przy zejściu do wodospadu, jest dziadek „przewodnik”. On nam pokaże zejście, które i tak widzimy, a my w zamian mu damy kasę, której przecież nie damy. Później jeszcze kawałek będzie za nami biec oburzony, aż „przejmą” nas młodzi faceci, którzy „w trosce o nasze bezpieczeństwo” będą się za nami wlekli w tę i spowrotem. Logiki niektórych osób nie udało nam się tam zrozumieć. Tak czy inaczej miałyśmy w górę wodospadu eskortę, przy której czułyśmy się zdecydowanie mniej pewnie, co z kolei skłoniło nas do powrotu. No dobra, nie tylko to. Po wycieczkę na Sri Pada z Emi miałyśmy jeszcze zdecydowanie dość jakiejkolwiek wspinaczki. A wejście w górę wodospadu tak właśnie wyglądało. Rezygnując więc z oglądania kolejnych, mniejszych, wodospadów i panoramy, postanowiłyśmy udać się z powrotem do Nuwara.

Wodospad Ramboda w okolicach Nuwara Eliya. Wypad najlepiej połączyć ze zwiedzaniem Labookalie.

Wodospad Ramboda w okolicach Nuwara Eliya. Wypad najlepiej połączyć ze zwiedzaniem Labookalie.

Te same okolice, to samo jezioro co na poprzednim zdjęciu. Widoki na Sri Lance zapierają dech w piersiach.

Te same okolice, to samo jezioro co na poprzednim zdjęciu. Widoki na Sri Lance zapierają dech w piersiach.

Został nam wieczór na blogowanie (to właśnie w tamtejszej kawiarence internetowej powstawała notka o Adam’s Peaku) i wysypianie. To drugie było utrudnione panującymi w nocy temperaturami. Kolejnego dnia, najpiękniejszym odcinkiem kolejowym w naszej podróży, wyruszyłyśmy do Haputale, małej mieścinki, która – na szczęście dla nas – nie podzieliła jeszcze losu hiper turystycznej Ella.
Jesteście ciekawi? Zapraszam wkrótce.

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s