Ku górom, czyli Gruzińska Droga Wojenna

Jednym z punktów, do których koniecznie, zdaniem wszystkich wysłuchanych, musiałam odwiedzić było Kazbegi, zwane obecnie Stepancminda. Gdy studiowałam mapę jeszcze z Warszawy droga wydawała się nie do przebycia. Mało czasu, szkoda jechać gdzieś na koniec kraju. Gruzja jednak taka duża wcale nie jest, a marszrutką dojechać można wszędzie, no prawie wszędzie. Gruzińska Droga Wojenna, bo tak nazywa się droga między Tbilisi i Kazbegi, to ponoć najpiękniejsza trasa w kraju. Warto więc nie oszczędzać tutaj na transporcie i mając grupę, lub środki, wynająć taksówkę. Jadąc marszrutką właściwie w każdej minucie żałuje się, że nie można się zatrzymać, widoki są cudowne.

Dla takich widoków warto wyruszyć Gruzińską Drogą Wojenną.

Dla takich widoków warto wyruszyć Gruzińską Drogą Wojenną.

Ja wycieczkę rozpoczynam z moją nową gruzińską rodziną. Jedziemy marszurtką za 5 lari do Ananuri. Twierdza Ananuri położona jest bezpośrednio przy drodze, granicząc z ogromnym, ciągnącym się kilometrami, jeziorem. Ruiny są niesamowicie fotogeniczne, samo jezioro jest łakomym kąskiem już z drogi.

Twierdza Ananuri to nie tylko twierdza, ale i świątynia...

Twierdza Ananuri to nie tylko twierdza, ale i świątynia…

...cerkiew jest całkiem ciekawa wewnątrz.

…cerkiew jest całkiem ciekawa wewnątrz.

Już kilka kilometrów przez twierdzą z drogi widać ciągnące się, lazurowe, jezioro. Niestety, z jakiegoś powodu, tym razem w okolicach twierdzy jezioro było suche.

Już kilka kilometrów przez twierdzą z drogi widać ciągnące się, lazurowe, jezioro. Niestety, z jakiegoś powodu, tym razem w okolicach twierdzy jezioro było suche.

Tradycyjny strój? Spotkałam go tylko na wieszaku dla turystów, szczególnie wielbiony przez goszczącą mnie gruzinkę, która i do tego mnie namówiła ;)

Tradycyjny strój? Spotkałam go tylko na wieszaku dla turystów, szczególnie wielbiony przez goszczącą mnie gruzinkę, która i do tego mnie namówiła ;)

Są też niestety i mniej przyjemne aspekty. Przy twierdzy wałęsa się mnóstwo bezpańskich psów. Psy w Gruzji są niesamowicie proludzkie, chętnie bawiłyby się z każdym napotkanym człowiekiem. Tutaj jednak podąża za nami szkielet o pięknej, brązowej sierści. Idzie za nami krok w krok, czeka gdy robimy zdjęcia, przykuca w cieniu, gdy wspinamy się na wieżę. W końcu wołam go i idę na poszukiwanie jedzenia. Przy drodze mnóstwo straganów – gruzińskie przysmaki, pamiątki, można sobie nawet zdjęcie w tradycyjnym stroju zrobić. Nic jednak nie nadaje się na psiaka. W końcu kupuję ogromne chaczapuri z zamiarem zjedzenia połowy. Oczywiście całe kończy w wygłodzonych brzuchach naszego brązowego towarzysza i jego psich znajomych. Od tamtej chwili mamy już trzy nieodłączne sierściuchy, które starają się wkomponować w każdą fotografię.

Ten mały, brązowy, kundelek towarzyszył nam podczas całego spaceru po twierdzy. I to on sprawił, że nie mogłam przestać o nim myśleć nie tylko, gdy tam byłam, ale również teraz.

Ten mały, brązowy, kundelek towarzyszył nam podczas całego spaceru po twierdzy. I to on sprawił, że nie mogłam przestać o nim myśleć nie tylko, gdy tam byłam, ale również teraz.

Wdzięczność psiaków za jedno chaczapuri...

Wdzięczność psiaków za jedno chaczapuri…

Stąd moja prośba. Jeśli wybieracie się do Ananuri zabierzcie ze sobą coś dla psiaków. To jest na prawdę widok nędzy i rozpaczy, a na miejscu trudno cokolwiek sensownego kupić. Jak je zobaczycie trudno będzie ten obraz wymazać z pamięci.

Po zwiedzeniu całości okazało się, że nie łatwo będzie dostać się dalej. Większość busików, które tutaj podjeżdża, jest już całkiem zapełniona i zatrzymuje się tylko na krótką sesję foto dla turystów. Inne, te z lokalsami, nie zatrzymują się wcale. A turyści z wynajętymi samochodami niestety nie chcą zabierać stopowiczów. Miałam jednak szczęście. Jeszcze w Tbilisi kombinowałam jak i gdzie dokładnie jechać, a moja hostka wzięła numer do kierowcy, który miał odjeżdżać pół godziny po nas. I tak, nie tylko miałam zaklepaną miejscówkę, ale też trafiłam na czysto turystyczną ekipę, w większości zresztą z Polski.
Należy się tu kilka słów wyjaśnienia. Dlaczego cieszę się, że ekipa była turystyczna, skoro zazwyczaj jest to argument przeciw w moim wypadku? Właśnie na tej trasie, ze względu na widoki, warto wybrać się z busem bez lokalsów. Łatwiej wtedy namówić kierowcę na zatrzymanie się w jakimś pięknym miejscu, choćby na chwilę.

Po drodze jest jeszcze naciek mineralny. Powstał na bazie podobnego zjawiska jak w tureckim Pammukale, różni się jednak kolorem. No i, wbrew temu co przewodnik na zdjęciu pokazywał, gruziński naciek jest wąski. Na tyle, że z drugiej strony drogi bez problemu w obiektywie się mieści cały.

Po drodze jest jeszcze naciek mineralny. Powstał na bazie podobnego zjawiska jak w tureckim Pammukale, różni się jednak kolorem. No i, wbrew temu co przewodnik na zdjęciu pokazywał, gruziński naciek jest wąski. Na tyle, że z drugiej strony drogi bez problemu w obiektywie się mieści cały.

Większość trasy to całkiem dobra, choć wąska droga. Co jakiś czas zatrzymują nas owce i krowy, prywatne widowisko urządza nam para byków, która postanowiła walczyć dokładnie na środku drogi. Ciekawie zaczyna robić się gdzieś w okolicach Kobi. Mimo, że droga nadal jest oznaczona jako krajowa, to drogi ona za bardzo nie przypomina. Piasek, skały, dziury, taka wiejska droga polna w wysokościowym wydaniu. Jeszcze przed pomnikiem przyjaźni radziecko – gruzińskiej pojawia się śnieg. Patrzę na swój krótki rękawek i cieniutką bluzę polarową i wychodzę na minutową wyprawę fotograficzną. Kierowca nie chce podjechać bliżej, więc na zdjęcia pomnika mam tylko chwilę, w oczekiwaniu na zielone światło. Drogę ciągle budują i zapewne za kilka lat będzie można tam całkiem gładko przejechać. Nadal jednak może być atrakcją taka jaką jest. Atrakcją jest też tir, który przewrócił się na trasie dzień czy dwa wcześniej. Zakręty są ostre, droga wąska. Do tego jeszcze trzeba przejechać obok wąskiego tunelu jeszcze węższą drogą. Dopiero kolejnego dnia widać nowego tira, który stara się przepakować do siebie towar.

Gruzińska Droga Wojenna to często piasek, dziuru i zakręty. Ten tir nie miał szczęścia tym razem.

Gruzińska Droga Wojenna to często piasek, dziuru i zakręty. Ten tir nie miał szczęścia tym razem.

Tak właśnie droga na końcowych kilkudziesięciu kilometrach wygląda.

Tak właśnie droga na końcowych kilkudziesięciu kilometrach wygląda.

Kierowca naszego busika prośbę o zatrzymaniu się przy pomniku przyjaźni potraktował bardzo dosłownie ;)

Kierowca naszego busika prośbę o zatrzymaniu się przy pomniku przyjaźni potraktował bardzo dosłownie ;)

Droga jest ciągle w budowie. Ponoć od lat. Co jakiś czas widać robotników, tiry a nawet ruch wahadłowy. Tutaj zaraz przy Pomniku Przyjaźni.

Droga jest ciągle w budowie. Ponoć od lat. Co jakiś czas widać robotników, tiry a nawet ruch wahadłowy. Tutaj zaraz przy Pomniku Przyjaźni.

Co kilkanaście - kilkadziesiąt kilometrów na pomoc spragnionym czasu na fotografowanie widoków przychodzą stada owiec, kóz i krów, która często zajmują całą szerokość drogi.

Co kilkanaście – kilkadziesiąt kilometrów na pomoc spragnionym czasu na fotografowanie widoków przychodzą stada owiec, kóz i krów, która często zajmują całą szerokość drogi.

Ostatnim odcinkiem drogi jedzie się prawie tak samo długo jak całą poprzednią większość trasy. Droga prowadzi wysoko, dookoła drogi leży śnieg. Na szczęście Kazbegi leży trochę niżej i im bardziej się do niego zbliżamy tym robi się cieplej. Polar się jednak przyda tak podczas wypraw na okoliczne wzgórza jak i wieczorami. A dookoła Kazbegi jest co odwiedzać i gdzie chodzić, a o tym już wkrótce.

Śnieg, mimo, że zwiastował nieoczekiwany przeze mnie chłód, tworzył też piękną scenerię po drodze.

Śnieg, mimo, że zwiastował nieoczekiwany przeze mnie chłód, tworzył też piękną scenerię po drodze.

Ten łuk po lewej stronie to droga, którą za chwilę mieliśmy jechać. Widoki nawet to wynagradzają z nawiązką.

Ten łuk po lewej stronie to droga, którą za chwilę mieliśmy jechać. Widoki nawet to wynagradzają z nawiązką.

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

 

Reklamy

3 responses to “Ku górom, czyli Gruzińska Droga Wojenna

  1. Pingback: Gruzja – kraj winem płynący | Not just the dreams·

  2. Cała droga jest już skończona. Jedzie się bardzo wygodnie aż do granicy z Rosją. Nawet miejsce w którym leżał sfotografowany przez Ciebie TIR pokryte jest świeżym asfaltem. Wiadomo – kozy, konie, owce i psy wszędzie łażą. Co do psów bezpańskich (czy napewno?) – są bardzo przyjazne, łaszą się bo chcą jedzenie ale na szczęście turyści ich karmią i nie są wychudzone. Ja też je zapamiętam ale myślę, że nie jest im źle. Na polskiej wsi w dużo gorszej sytuacji są psiaki na przykrótkich łańcuchach bez jedzenia i dostępu do wody często. Fajnie się Czyta Twoje relacje, niedługo zaproszę na moją.

    • Kurcze, niesamowite. W maju ta droga była w powijakach, nie spodziwałam się, że skończą ją w kilka miesięcy, zwłaszcza w tak trudnym terenie. Jeśli chodzi o psy – faktycznie w niektórych miejsach są one w niezłym stanie. Ale te Ananuri to była sama skóra i kości i nie wyglądało na to, żeby ktokolwiek je dokarmiał. Na miejscu też trudno było znaleźć cokolwiek co nadawałoby się do jedzenia dla zwierzaków. A co do polskiej wsi… niestety – i to jest problem nie tylko wsi :( Pozdrawiam serdecznie i czekam w takim razie na link do Twojej relacji.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s