Jak to jest skoczyć ze spadochronem

Jak to jest skoczyć ze spadochronem? Na pewno inaczej niż sobie wyobrażałam.

IMG_9589

Mój wymarzony skok był dla mnie owiany tajemnicą. Od lat mówiłam sobie, że chcę skoczyć. Ale było to raczej „chcę w nieokreślonej przyszłości” aniżeli „zamierzam skoczyć w tym roku”. I tak z roku na rok chciałam…
Sam skok trudno mi było sobie wyobrazić. Miało być dużo adrenaliny, niesamowity strach, gdy miałam postawić krok za samolot, wahanie a później obserwacja terenu.
W tym roku dostałam bony do pewnej firmy realizującej „marzenia”. Łatwiej było zapłacić połowę niż całość, więc sprawa była niejako postanowiona. Przecież nie pojadę sobie do SPA jeśli w perspektywie jest spadochron. Spadochron, z którym już kiedyś miałam do czynienia. Leciałam za łódką, która ciągnęła mnie przy tunezyjskim brzegu. Podobało mi się sterowanie spadochronem, a później samo lądowanie. Pamiętam wrzaski tunezyjczyka, który bał się, że – w związki z moją chęcią przedłużenia lotu – nie wyląduje i trzeba będzie robić drugie okrążenie. Poleciałam dłużej i wylądowałam zgodnie z planem.
Kupiłam voucher i znowu sobie wyobrażałam… Że będę się stresować, że będzie bolał mnie brzuch, że będę się wahała. A później pojechałam na lotnisko. Spokojnie obserwowałam skoczków i czekałam. Wsiadłam do samolotu, przyglądałam się zachowaniom innych, skoczyłam. Adrenalina na poziomie pierwszego w sezonie zjazdu z niebieskiej trasy narciarskiej. Zero strachu, nerwów. Coś chyba ze mną nie tak.

Jeszcze na ziemi spotkałam kamerzystkę i instruktora, z którym miałam lecieć w tandemie. Był ogromny upał a w perspektywie czekał mnie kombinezon. Wcześniej jednak podpatrzyłam, że niektórzy lecą bez kombinezonu. I tak udało mi się do tego przekonać moją ekipę. Na ziemi pokazano mi jaką pozycję powinnam przyjąć w powietrzu, jak oddychać, żeby w ogóle móc złapać oddech, a także jak pozować do kamery. W górze miały być dwa banany. Jeden na ustach a drugi z sylwetki. Przed lądowaniem nogi do pozycji 90 stopni w przód. Bana(ł)n. Tak się wydawało.

Jednak to co na ziemi, siedząc choćby na krześle jest łatwe, w powietrzu może być trudne do zrealizowania. Uprząż sprawia, że jest się w pozycji wiszącej z nogami pod siebie. A tu nagle trzeba nogi podnieść do co najmniej 90 stopni, całe, nie tylko uda. No kto jak kto, ale z tym miałam problem. Jakieś 50-60 stopni okazało się zdecydowanie zbyt słabym wynikiem. Ale po kolei…

IMG_9596 (1)

W samolocie dwoma rzędami skoczkowie siadają w rozkraku, tak, aby kolejna osoba znów mogła w ten sposób usiąść. Osiemnaście osób w maszynie. Wszyscy znają kolejność, w której wyskakują. Na 4000 metrów otwierana jest klapa i pierwszych osób chwilę później już nie ma. Jako jedyny tandem wyskakujemy ostatni. Kamerzystka wisi właściwie z samolotu, ja, właściwie na kolanach instruktora, przesuwam się krok po kroku ku wyjściu. Krok za samolot, nogi podwinięte pod samolot, skok w kierunku śmigła. I już nas nie ma. Rękoma muszę trzymać za uprząż. Trochę wirujemy, w którymś momencie lecę twarzą ku niebu, po chwili „wracamy” do właściwej pozycji, takiego banana. Mimo oddychania wyłącznie przez usta i z głową mocno odchyloną do tyłu spadając bardzo ciężko jest oddychać. Bardzo. Instruktor klepie po ramionach. To znak, że mogę zacząć robić co mi się podoba. Machać, łapać powietrze, przesyłać buziaczki. O buziaczkach, „okejach” i machaniu przypomina zresztą co chwilę kamerzystka. I chyba na pierwszy raz polecam skok bez filmowania. Można się wtedy skupić całkowicie na przeżywaniu a nie tylko wyglądaniu dobrze na filmie. Zresztą… zobaczymy na filmie.

Otwiera się spadochron. Nagle łapię spokojny oddech, niesamowicie zwalniamy. Teraz zaczyna doskwierać uprząż, która uwiera to tu to tam. Podziwiam widok, zaczynam sterować spadochronem. Przychodzi czas na ćwiczenie lądowania. I okazuje się, że z taką pozycją w uprzęży nie jest to wcale proste. Lot mija fantastycznie, choć uprząż doskwiera.
Przychodzi czas na lądowanie. I oczywiście pozycja nie-90-stopni skutkuje tym, że ląduję na kolanach, przewracając jednocześnie mnie i instruktora.
Czym jest jednak kilka zadrapań w perspektywie skoku ze spadochronem. Do kolejnego skoku muszę się jednak przygotować. Założyć opaskę na uszy (bo jednak moje wrażliwe uszy nie lubią latać z prędkością 200 km/h, poćwiczyć podnoszenie wyprostowanych nóg do 90 stopni w najdziwniejszych pozycjach jak i takie zapinanie uprzęży już na dole, żeby później nie cierpieć. Jednak poza tymi drobiazgami skoczyć na prawdę warto. Prędkość, wolność, widoki i niesamowita radość po skoku sprawiają, że i koszt przestaje tak bardzo doskwierać i migiem zapomina się o pozostałych drobnostkach.

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Reklamy

3 responses to “Jak to jest skoczyć ze spadochronem

  1. Pingback: To był dobry rok… | Not just the dreams·

  2. Pingback: To był dobry rok… – Not Just the Dreams·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s