Od Rosji po Juta, czyli wycieczka po okolicy (Kazbegi)

Po okolicy zdecydowanie lepiej jeździć większą grupą. Nie jeżdżą tam publiczne marszrutki, trzeba więc wynająć coś prywatnie. Najlepiej szukać albo bezpośrednio w swoim guesthousie albo tam, gdzie wcześniej wysiedliśmy z marszrutki w drodze do Kazbegi. My złapaliśmy dwa busiki z 7 miejscami w każdym. A było nas w sumie już 12, ze swojego hosteliku zgarnęłam jeszcze przebywającą tam czwórkę, która w pierwotnej wersji to samo chciała zwiedzać na pieszo.

IMG_5257

Dogadaliśmy się na 60 lari od busika, za trasę do granicy i wodospadów, i ruszyliśmy w drogę. I jak tylko ruszyliśmy kierowca stwierdził, że wrócić musimy przed 11 (była 9:45), bo zamykają drogę. Z przymróżeniem oka, brakiem wiary i węszeniem podstępu, co byśmy za dużo czasu kierowcy nie zmarnowali, doszliśmy do wniosku, że to ściema. Nie śpieszyło nam się ani przy granicy, ani przy wodospadach. I jakże się zdziwiliśmy, gdy w drodze powrotnej kierowca musiał dzwonić do robotników, żeby jednak poczekali na nas parę minut. I byli i robotnicy i samochody i zamknięta droga. I my, ostatni samochód, który – spóźniony – przejechał przed jej zamknięciem. Ale byśmy mieli wycieczkę, gdybyśmy my sami jechali. Zbyt szybko nie udało by nam się dotrzeć z powrotem.

Ten Pan skutecznie przekonał nas, że jednak nas kierowca miał rację co do blokady drogi.

Ten Pan skutecznie przekonał nas, że jednak nas kierowca miał rację co do blokady drogi.

Granica gruzińsko – rosyjsko jak to granica. Właściwie można ją obserwować tylko z daleka. Zatrzymaliśmy się przy nowo budowanej cerkwi, kawałek wyżej widać było, że budowane jest coś na kształt hotelu. Widać też budowę stacji gazowej. Z mojej perspektywy nie warto tam jechać. Z ciekawych rzeczy na miejscu była tylko myśl czy zimą, kiedy droga do Kazbegi jest utrudniona, nie łatwiej (lub taniej) byłoby towary transportować z Rosji. Odpowiedzi nie znalazłam.

Te małe budyneczki w oddali to właśnie granica. Widziana z poziomy budowanej cerkwi. Bliżej ponoć turystycznie podjechać nie można. A czy warto turystycznie wybierać się to oglądać?

Te małe budyneczki w oddali to właśnie granica. Widziana z poziomy budowanej cerkwi. Bliżej ponoć turystycznie podjechać nie można. A czy warto turystycznie wybierać się to oglądać?

Do wodospadów, które są mniej więcej 3/4 drogi między Kazbegi a granicą, jechaliśmy kilka kilometrów drogą, która swą szerokością nadaje się bardziej do obsługi motocykli, może ewentualnie smarta, ale na pewno nie busa. Zgodnie stwierdziliśmy, że z przyjemnością przeszlibyśmy się tamtędy pieszo. Jednak jechaliśmy busem. Później jeszcze kilkaset metrów spaceru w górę wodospadu i… przypomniał mi się ostatni wodospad na Sri Lance. Tym razem jednak postanowiłam być ostrożniejsza. Niektórzy troszkę mniej, więc fotografowałam ich z daleka.

Ostrożniejsza ale nie ostrożna. Co zrobię, że lubię wchodzić tam, gdzie niektórzy twierdzą, że ślisko i strasznie...

Ostrożniejsza ale nie ostrożna. Co zrobię, że lubię wchodzić tam, gdzie niektórzy twierdzą, że ślisko i strasznie…

W drodze wyklarowały nam się dalsze plany i za kolejne 40 lari mieliśmy udać się jeszcze do Sno i Juty. W Sno zobaczyłam swoją pierwszą (i ostatnią póki co) wieżę mieszkalną. Nikt w niej co prawda już nie mieszka, ale historia tego typu wieży jest dość ciekawa. Z jednej strony ułatwiały one komunikację pomiędzy oddalonymi od siebie domostwami. Gdy wróg atakował za pomocą ognia można było bardzo szybko przekazać o tym informację dalej. Z drugiej strony, choć nie jestem pewna czy w tej części Gruzji również tak było, tego typu wieże miały dość ciekawy sposób rozplanowania przestrzennego. Na samym dole trzymano pożywienie dla zwierząt gospodarskich. Na pierwszym piętrze trzymane były kości owych zwierząt. Zwierzęta to dar, więc nie można tego daru tak o wyrzucić. Na drugiej i trzecim piętrze mieszkali ludzie. Wieże nie tylko pomagały w obronie przed atakami. Doskonale chroniły też przed śniegiem i lawinami. Obecnie również są integralną częścią domostwa. O czym sami się przekonaliśmy. Zobaczyliśmy wieżę i postanowiliśmy ją zdobyć. Na górę prowadziła wąska dziura w murze. Dziura dość wysoko położona nad skałą. A jak wiadomo w takich miejscach łatwiej się wspinać niż schodzić na dół. Więc to właśnie perspektywa skoku, i skoku na dół, mając głowę jeszcze po drugiej stronie muru. Perspektywa skoku została odczarowana jak znalazłam zejście po drugiej stronie wieży. Ta opcja miała tylko jeden minus. Prowadziła do tego oto przynależnego gospodarstwa. A w gospodarskie, jak wiadomo, mogą być na przykład psy. Ostrożnie, krok po kroku, sprawdziłam, dojrzałam wyjście bez perspektywy pokonywania płotów i tak oto zeszliśmy w bardziej cywilizowany sposób, by ruszyć w stronę Juty.

Żeby wejść najpierw trzeba było pokonać skałę, na której wieża jest zbudowana.

Żeby wejść najpierw trzeba było pokonać skałę, na której wieża jest zbudowana.

Samo jednak wejście do środka nie gwarantowało sukcesu. Na górę prowadziły bardzo wąskie przejścia. Nie wyobrażam sobie wchodzenia przez nie z pakunkiem, czy to w postaci zapasów czy też na przykład małego dziecka...

Samo jednak wejście do środka nie gwarantowało sukcesu. Na górę prowadziły bardzo wąskie przejścia. Nie wyobrażam sobie wchodzenia przez nie z pakunkiem, czy to w postaci zapasów czy też na przykład małego dziecka…

... zwłaszcza, gdy spojrzało się na to przejście z perspektywy niezbyt stablinych schodków.

… zwłaszcza, gdy spojrzało się na to przejście z perspektywy niezbyt stablinych schodków.

Sno to też ważne miejsce religijne dla gruzińskiego kościoła prawosławnego.

Sno to też ważne miejsce religijne dla gruzińskiego kościoła prawosławnego.

Bardziej jednak niż sama Cerkwia zaciekawiły mnie  znaleziska na murach, które przypominały mi nagrobki.

Bardziej jednak niż sama Cerkwia zaciekawiły mnie znaleziska na murach, które przypominały mi nagrobki.

IMG_5367

Juta to jedna z najwyżej położonych miejscowości w Gruzji. W zimie zostaje tam zazwyczaj dwóch – trzech mieszkańców. Reszta na ten okres przeprowadza się niżej. Do Juta podczas śniegów nie da się dojechać, pozostający więc tam mieszkańcy, zostają całkowicie odcięci od świata nawet na kilka miesięcy. Jednak dla nas Juta to była zwykła wioska ze zniszczonymi domkami i … baza wypadowa w górę. Niezbyt wysoko, bo zaczynało intensywnie padać, ale również stąd prowadzą ciekawe szlaki – od kilkugodzinnych aż po kilkudniowe. Ich dość szczegółowy opis można znaleźć w książce „Walking in the Caucasus”, autorstwa Peter’a Nasmyth’a. Prawdopodobnie do dostania wyłącznie w Gruzji, ale zdecydowanie jest to pozycja warta zdobycia, jeśli chcielibyśmy wyruszyć na trekking w góry Kaukazu.

IMG_5432

W Juta, jak w większości gruzińskich wsi, królują talerze satelitarne.

W Juta, jak w większości gruzińskich wsi, królują talerze satelitarne.

I jak to bywa na wsi może nie być łazienki, może nie być kuchni, ale telewizja musi być.

I jak to bywa na wsi może nie być łazienki, może nie być kuchni, ale telewizja musi być.

W Juta powstaje też bardzo okazały budynek. Czyżby ktoś uznał, że to miejsce może przynieść turystyczne dochody?

W Juta powstaje też bardzo okazały budynek. Czyżby ktoś uznał, że to miejsce może przynieść turystyczne dochody?

Ze Sno do Juty prowadzi niesamowita droga. Miejscami wąska, przez większość czasu zdecydowanie za blisko kanionu. A tam gdzie nie grozi nas zahaczenie o jego brzeg przy mijaniu samochodów jadących z naprzeciwka możemy podziwiać połacie idealnie płaskiej doliny, przeciętej jedynie wąską rzeczką. Widoki i wrażenia warte zdecydowanie więcej niż czterech poświęconych im godzin. Ale tylko tyle mieliśmy zanim trzeba było wyruszyć w powrotną drogę do Tbilisi. A stamtąd ja, z jeszcze dwójką spotkanych w Kazbegi osób, jechałam następnego dnia do Kachetii, a reszta grupy nocnym pociągiem wyruszała w kierunku Mestii. Nie było więc już czasu do stracenia.

IMG_5441

Zobacz też pierwszą część o Kazbegi: https://notjustthedreams.wordpress.com/2013/08/12/stepancminda-zwane-tez-kazbegi

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Advertisements

One response to “Od Rosji po Juta, czyli wycieczka po okolicy (Kazbegi)

  1. Pingback: Gruzja – kraj winem płynący | Not just the dreams·

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s