Jak stopa przy kolacji złapać, czyli wycieczka do David Gereja

IMG_0581

Stopem jeżdżę rzadko, żeby nie powiedzieć, że bardzo rzadko. A moją wyprawę z Signagi do David Gereja trudno nawet nazwać stopem. Przy kolacji w guest house’ie okazało się, że dwójka Niemców ma wynajęty samochód i następnego dnia tam właśnie będzie zmierzała. Do David Gereja nie kursuje transport publiczny, mocno więc sie zastanawiałam czy w ogóle tam dojadę, ze względu na koszty. Są właściwie tylko dwie alternatywy. Albo wynajęcie taksówki na całej trasie (np. z Tbilisi) albo autobusem do ostatniej miejscowości, do której prowadzi asfaltowa droga – Badiauri – a dalej jedną z czekających tam na turystów taksówek. Ta druga opcja to koszt około 100 lari. Nie wiem ile kosztowałby dojazd bezpośrednio z Tbilisi czy z Signagi. Od głównej drogi jedzie się około godziny drogą szutrową, a co kilkaset metrów piękne widoki zmuszają nas do zatrzymania, podziwiania, fotografowania. I mając do wyboru te dwie opcję wybrałam trzecią – stop złapany przy kolacji.

Krótko po wyjeździe z Signagi zajechaliśmy jeszcze do Bodbe. Klaszor leży kilka kilometrów od miasta, otwierany jest dopiero o 10 rano i jest na prawdę warty obejrzenia. W środku to jedna z ładniejszych świątyń jakie widziałam w Gruzji. A oddalając się kilkanaście metrów możemy zobaczyć piękną panoramę, sięgającą nie tylko Signagi, ale też horyzont ciągnący się kilometrami.

Ten obrazek najczęściej można znaleźć w Internecie wpisując Bodbe. Może więc nie będę go szerzej opisywać.

Ten obrazek najczęściej można znaleźć w Internecie wpisując Bodbe. Może więc nie będę go szerzej opisywać.

Wnętrze klasztoru. Według mnie jedno z najładniejszych, które widziałam.

Wnętrze klasztoru. Według mnie jedno z najładniejszych, które widziałam.

Zanim udało nam się wejść do wnętrza musieliśmy pokręcić się po okolicy. Wejście jest dobrze oznaczone od strony parkingu, ale... było zamknięte, a my w ciemno szukaliśmy tam, gdzie na co dzień turystom nie wolno.

Zanim udało nam się wejść do wnętrza musieliśmy pokręcić się po okolicy. Wejście jest dobrze oznaczone od strony parkingu, ale… było zamknięte, a my w ciemno szukaliśmy tam, gdzie na co dzień turystom nie wolno.

Z zewnątrz udało nam się niestety w głównej mierze zobaczyć rusztowania.

Z zewnątrz udało nam się niestety w głównej mierze zobaczyć rusztowania.

 

IMG_5634

Taksówki w Gruzji nie należą do najnowszych i tworzą klimat. Jednak ta grupka taksówek i ich właścicieli, wraz z niczym nie przejmującym się psem, przy klasztorze Bodbe szczególnie mnie uwioda.

Taksówki w Gruzji nie należą do najnowszych i tworzą klimat. Jednak ta grupka taksówek i ich właścicieli, wraz z niczym nie przejmującym się psem, przy klasztorze Bodbe szczególnie mnie uwioda.

Jadąc do David Gereja w Badiauri trzeba skręcić w lewo, w drogę, która dość szybko z asfaltu zamienia się w piaszczysto – żwirową. Ciągnie się kilometrami, które jednak wcale się nie nudzą. Gdzieś po około 40 minutach jazdy trafiamy na … skrzyżowanie. Pięć wielkich, niebieskich znaków drogowych, które przypominają te z autostrady, wskazuje drogę w różnych kierunkach. Drogę, której nie widać. W David Gereja skręcamy w lewo. W prawo znaki kierują nas do Azerbejdżanu.

Moja niemiecka ekipa "stopowa", czyli gdyby nie oni to pewnie bym tam nie dotarła. Za szybą znaki na drodze "do nikąd".

Moja niemiecka ekipa „stopowa”, czyli gdyby nie oni to pewnie bym tam nie dotarła.
Za szybą znaki na drodze „do nikąd”.

Po drodze wiele razy się zatrzymywaliśmy, zeby sfotografować mijany krajobraz. Na szczęście nie byłam jedynym maniakiem z aparatem w ręku.

Po drodze wiele razy się zatrzymywaliśmy, zeby sfotografować mijany krajobraz. Na szczęście nie byłam jedynym maniakiem z aparatem w ręku.

IMG_5659

Droga wijąca się aż za horyzont. Poza tym jednym "skrzyżowaniem" z niebieskimi znakami niewiele jest informacji o Geredża. Najlepiej jest więc jechać na czuja, byle zgadzał się kierunek.

Droga wijąca się aż za horyzont. Poza tym jednym „skrzyżowaniem” z niebieskimi znakami niewiele jest informacji o Geredża. Najlepiej jest więc jechać na czuja, byle zgadzał się kierunek.

IMG_5654

 

Po dojechaniu na miejsce zastała nas budowa. Pewnie za jakiś czas powstanie tam jakaś knajpka, punkt widokowy albo hotel. Mi udało się jeszcze dotrzeć zanim to się stało. Idąc w górę trafiamy na mały sklepik z pamiątkami, a dalej już tylko klasztory. Wita nas jedyny nadal zamieszkały klasztor wykuty w skałach. Widać kręcących się dookoła mnichów i niewielkie grupy turystów. Do wnętrza wchodzić nie wolno, ale widok i tak jest niesamowity. Zwłaszcza, gdy pomyśli się, że ludzie nadal tak mieszkają.

To właśnie w tym monastyrze nadal mieszkają mnisi.

To właśnie w tym monastyrze nadal mieszkają mnisi.

Cały kompleks składa się z kilkunastu monastyrów położonych na półpustynnych zboczach góry Geredża (Gereja). Leżą zarówno po stronie gruzińskiej jak i azerbejdżańskiej i były obiektem sporów pomiędzy tymi państwami. Obecnie, idąc w górę, aby zobaczyć monastyry po drugiej stronie zbocza, można znaleźć się przypadkiem w Azerbejdżanie. Droga do góry jest wymagająca, ale nie jest konieczne wcześniejsze przygotowanie. Warto mieć natomiast dobre buty, bo zbocza miejscami są śliskie. Nasza polsko – niemiecka ekipa przez większość drogi uciekała przed … szkolną wycieczką. Dzieciaki w Gruzji są zdecydowanie głośniejsze niż te w Polsce. A wycieczka była na tyle wkurzająca, że nie słyszało się w bliskiej odległości od niej nawet własnych myśli. Przedzierając się więc między krzakami, czasem zatrzymując się na ekspresowe zdjęcia, pędziliśmy ku górze. Widok był tego zdecydowanie wart. Geredża, wraz z okolicznymi szczytami, tworzy wielokilometrowy grzbiet, który idealnie rozdziela te dwa kraje. Patrząc w stronę Gruzji widzimy pofałdowane, kolorowe połacie. Patrząc na Azerbejdżan rozciąga się przed nami idealna równina, której końca nie widać aż do horyzontu.

W drodze do góry. Rozpościerające się widoki wręcz prosiły się o fotografie manoramiczne.

W drodze do góry. Rozpościerające się widoki wręcz prosiły się o fotografie manoramiczne.

IMG_5781

Widoki w drodze do góry. Z taką panoramą żadne zmęcznie nie jest straszne.

Widoki w drodze do góry. Z taką panoramą żadne zmęcznie nie jest straszne.

IMG_5756

IMG_5782

Po drodze spotkaliśmy też kilka krzykliwych zwierzątek. Były kolorowe pająki, były jaszczurki. Ta chciała chyba na mnie nakrzyczeć. Za co?

Po drodze spotkaliśmy też kilka krzykliwych zwierzątek. Były kolorowe pająki, były jaszczurki. Ta chciała chyba na mnie nakrzyczeć. Za co?

Jeszcze jeden stworek, tym razem mniej kłótliwy. Zanim się schował było natomiast widać, że stracił kawałek ogona. Na szczęście wyglądało na to, że ma się już dobrze.

Jeszcze jeden stworek, tym razem mniej kłótliwy. Zanim się schował było natomiast widać, że stracił kawałek ogona. Na szczęście wyglądało na to, że ma się już dobrze.

 

Wzdłuż grzbietu ciągną się metalowe barierki. Nie udało mi się odkryć ich znaczenia, podejrzewam jednak, że być może jest to właśnie granica państw. Nie ma natomiast strażników ani granicy w pełnym tego słowa znaczeniu. Dopiero po koniec naszej wędrówki dojrzałam psa. Nie od razu wpadłam na to, że pies w takim miejscu nie znalazł się przypadkiem. Chwilę później minęli nas żołnierze z karabinami. Ekspresowo przeskakiwałam trochę wyższe barierki oddzielające zbocze od głównego szlaku. Kilka minut wcześniej przeskakiwałam je, żeby dojść do oddalonego o kilkadziesiąt metrów małego monastyru. Bałam się zrobić zdjęcie pogranicznikom. Następnego dnia okazało się, że znajoma poprosiła wręcz o fotę z samymi strażnikami.

Barierki, czyli moja podejrzana granica z Azerbejdżanem.

Barierki, czyli moja podejrzana granica z Azerbejdżanem.

Piesek. Znak ostrzegawczy?

Piesek. Znak ostrzegawczy?

Groty skalne ciągną się na całej długości grzbietu. W niektórych widać dawne malowidła naskalne, można też poznać ich przeznaczenie, miejsca, w których dawniej były świątynie. W dalszej odległości widać wieżę i kolejne groty. Jednak w okolicy w grotach skalnych mieszkali nie tylko mieszkańcy kompleksu David Gereja. W drodze do tego miejsca, po stronie gruzińskiej, można było dostrzec oddalone kilka kilometrów stamtąd jaskinie, niemal identyczne jak te na terenie kompleksu.

Jedna z lepiej zachowanych "komnat" z malowidłami.

Każde z pomieszczeń miało swoje przeznaczenie. Łatwo było poznać świątynie, te, pięknie pomalowane, prawdopodobnie służyły jako mieszkania.

Do dzisiaj w dawnej świątyni są osoby, które przychodzą się tu pomodlić.

Do dzisiaj w dawnej świątyni są osoby, które przychodzą się tu pomodlić.

 

David Gereja to miejsce, które według mnie w Gruzji trzeba zobaczyć. Może nie są to największe jaskinie, ale widoki po obu stronach zbocza zapierają dech w piersiach, a nie tak znowu łatwy dojazd na miejsce sprawia, że nie ma tam zbyt dużo zagranicznych turystów. I fajne w Gruzji jest to, ze do takich miejsc nie ma biletów i idących za nimi horendalnych opłat. Wejście i zwiedzanie jest tam bezpłatne. Bez względu na to czy jesteśmy Gruzinami czy nie. Jest też całkiem blisko Tbilisi. Po pokonaniu już piaszczystej części drogi dojazd do stolicy zajął nam około godziny. A tam miałam jeszcze kilka godzin w oczekiwaniu na pociąg. Po zdobywaniu szczytów i, nielegalnie, granic uznałam, że potrzeba mi łaźni. Zwłaszcza w perspektywie całej nocy w pociągu i całego dnia bez perspektywy łazienki. Ale o tym jak je sobie wyobrażałam i jak wyglądały w rzeczywistości było już jakiś czas temu i tam też zapraszam: https://notjustthedreams.wordpress.com/2013/07/23/tbilisi-miasto-ktore-warto-zwiedzac-noca.

 

Szczyt wzgórza. Na prawo Gruzja, na lewo Azerbejdżan.

Szczyt wzgórza. Na prawo Gruzja, na lewo Azerbejdżan.

IMG_5817

Majacząca w oddali wieża i kolejne monastyry. Aby tam dojść trzeba by już urządzić sobie dłuższą wycieczkę.

Majacząca w oddali wieża i kolejne monastyry. Aby tam dojść trzeba by już urządzić sobie dłuższą wycieczkę.

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Reklamy

5 responses to “Jak stopa przy kolacji złapać, czyli wycieczka do David Gereja

  1. Pingback: Nad Morzem Czarnym | Not just the dreams·

  2. Mam kolejne tygodnie z głowy. Rozmyślania nad wyprawą do Gruzji, plączą się po mojej głowie od dobrych kilku lat. Chaczapuri! To jest powód dla, którego chce tam jechać! Dzięki za bloga. Będę śledził.

    • Oj tak to bywa z tymi wyprawami. Najpierw człowiek myśli o tym gdzie, później jak, a jak już bilety są w kieszeni to nie może oderwać myśli od tego co :) Mi się Gruzja w głowie przewijała od początku studiów. I wreszcie przyszedł Wizzair z tanimi połączeniami, okazja na miejscu i… to była dobra decyzja :) Pozdrawiam serdecznie!

  3. Super zdjecia ( jaki to byl miesiac? wiosna?), kiedy ja dotarlem do David Gareja calosc byla duzo bardziej pustynna, a u ciebie na zdjeciach niesamowita zielen.

    • Dzięki :) To była pierwsza połowa maja. Kolory były faktycznie niesamowite. Choć na północy, w drodze do Stepan Cminda, leżał śnieg.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s