Polska na weekend: Góry Sowie

Ciemność, niepewność, nieodkryte tajemnice, ciekawe historie. Takie rzeczy przyciąją mnie jak magnes. Zdecydowanie bardziej niż bazyliki, choćby te zbudowane z czaszek czy kości. I właśnie dlatego, mimo że na weekend wybrałam się do Wambierzyc, to nie one były głównym celem mojej wycieczki. Wambierzyce czy Kłodzko to dobre miejsce wypadowe w Góry Sowie czy to przygranicznych rejonów Czech. Wraz z paczką znajomych postanowiliśmy ten weeken wykorzystać do maksimum, korzystając nie tylko z podziwiania tamtejszej natury i skalnych miast, ale też tego co w tym rejonie kryje się pod ziemią.

Dlaczego ktoś zbudował bramę w takim miejscu?

Dlaczego ktoś zbudował bramę w takim miejscu?

Piątek

Z Poznania wyruszyliśmy samochodem już w piątek po pracy. Nocleg w Wambierzycach dał nam możliwość wyruszenia w góry z samego rana. Jeśli mieszkacie bliżej tej okolicy warto zwiedzić same Wambierzyce. Miejscowość jest niewielka i raczej nieurokliwa. Kryją się tam jednak zabytki, które przyciągają niejedną wycieczkę szkolną: XVIII wieczny, barokowy, kościół Nawiedzenia Najświętszej Maryi Panny, zespół kalwarii (kaplice na górze Tabor i górze Kalwaria, a także kaplice i bramy na obszarze miasta, z XVII w.) a także zabytkowe stajnie.

Kościół Nawiedzenia NMP w Wambierzycach.  Źródło: http://dziedzictwo.ekai.pl/

Kościół Nawiedzenia NMP w Wambierzycach.
Źródło: http://dziedzictwo.ekai.pl/

Sobota

Sobotni plan był napięty – odwiedzenie co najmniej dwóch skalnych miast w Czechach – Teplickich Skał i Adrspach. Oba znajdują się kilka kilometrów od siebie, blisko polskiej granicy. Teplice to małe miasteczko, nastawione na turystów, choć zimą, przy braku śniegu, zdecydowanie nie było tego widać. Nieliczni odwiedzający skalne miasto musieli poradzić sobie bez restauracji, które w lutym były tylko szyldami, sklepów czy informacji turystycznej.
Przejście skalnymi szlakami trwa od około półtorej godziny nawet to sześciu – siedmiu godzin, w zależności od wybranej trasy. Na większości z nich nie trzeba mieć dobrej kondycji, choć wchodzenie po dziesiątkach schodów w Adrspach nie należało do relaksujących. W Adrspach przed wejściem do skalnego miasteczka znajduje się płatny parking, na którym płacić można wyłącznie w koronach czeskich. W przypadku biletu wstępu tabliczka ostrzega nas co prawda, że nie można płacić w złotówkach, ale okazuje się, że te są przyjmowane nawet z nienajgorszym przelicznikiem.

Skalne Miasto Ardspach

Skalne Miasto Ardspach

Już od samego początku witają nas ciekawe formy skalne i mała jaskinia, która wzmaga apetyt na dalszą drogę. Kawałek dalej znajduje się piękne jeziorko, które w około dwie godziny można obejść dookoła. My jednak wybieramy najkrótszą trasę, z której i tak później zbaczamy i z półtora godzinnej wycieczki robią się co najmniej trzy.
Skały w Ardspach mają swoje nazwy. Większość z nich przybrała takie a nie inne imie ze względu na swój kształt, choć nie zawsze jest to oczywiste. Większość trasy przebiega dość płaską, wygodną, ścieżką. Jeśli jednak chce zobaczyć się jeziorka, wodospady czy też punkty widokowe, lepiej przygotować wygodne buty i złapach oddech. Schody, które na nas czekały, miejscami zamieniały się w strome lodowisko a zimna i śliska poręcz nie gwarantowała bezpieczeństwa. Część miejsc, jak na przykład jeziorko, po którym można w sezonie letnim pływać łódeczkami, było zamkniętych, a samo jeziorko wyglądało na wyschnięte. Jednak mimo naszego przeklinania schodów warto było wspiąć się na co wyższe trasy. Piękny zamarznięty wodospad, który podziwiać można było wyłącznie w jaskini, skała na szczycie której rosło małe, samotne drzewko, punkt widokowy, z którego było widać na wyciągnięcie ręki co najmniej kilkadziesiąt skalnych posągów.

Chcąc poznać to miejsce warto zostać tu cały dzień i pokonać większość szlaków. Każdy z nich odkryje przed nami coś innego. My jednak mieliśmy inne plany. W Ardspach i tak spędziliśmy już więcej czasu niż planowaliśmy. I dlatego do Teplickich Skał wybrał się ostatecznie już tylko jedyny facet w naszej ekipie. Kilkugodzinną trasę zobowiązał się pokonać w dwie godziny. To pewnie nie najlepszy sposób podziwiania tego miejsca. Bez chwili na popatrzenie, zrobienie zdjęcia czy chociaż złapanie oddechu. Dlaczego dwie a nie cztery? W lutym szybko robi się ciemno, a my – choć niektórzy to praktykują – nie zgodziłyśmy się, żeby w takim miejscu chodził po zmroku sam. Same w tym czasie poszłyśmy na obiad. A przynajmniej tak nam się wydawało. Zamarzyły mi się knedliczki z czerwoną kapustą. Jedyne czeskie danie, które jestem w stanie wymienić obudzona w środku nocy. Nikt nie osiągnął takiego mistrzostwa w przygotowaniu czerwonej kapusty jak Czesi. Okazało się jednak, że nie będzie łatwo. Teplice poza sezonem wymarły. Brak ludzi na ulicach zwrócił moją uwagę już wcześniej. Jednak widząc z okien samochodu liczne szyldy restauracyjne nie spodziewaliśmy się najgorszego. Szukanie czegoś do zjedzenia, co nie byłoby schabowym! zajęło nam półtorej godziny. W miejscowości wielkości większej polskiej wsi. Odwiedziliśmy około dziesięciu miejsc, które podejrzewaliśmy o podawanie jedzenia. Drzwi zamknięte na siedem spustów, choć nie przeszkadzało to właścicielom w wywieszeniu menu. W końcu skończyliśmy w lokalnej spelunce. Przy wejściu powitał nas kelner z papierosem w ustach i zaprowadził do śmierdzącego papierosami stolika w części barowej. Karta. Nie ma kaczki. Są knedliczki i kapusta. Czekając na zamówienie słyszeliśmy co jakiś czas niepokojący sygnał wyłączającej się mikrofalówki. I tak też zjedliśmy sobie wymarzone czeskie jedzenie. Było poprawne, przeżyliśmy, no i chociaż kapusta była naprawdę dobra.

Niedziela

Analizując drogę z Wambierzyc do Poznania znaleźliśmy kilka miejsc, które chcieliśmy zobaczyć. Kolorowe jeziorka w Rudawach Janowickich, opuszczone sztolnie, do których wchodzi się na własną odpowiedzialność, i… Projekt Riese. To właśnie tu ostatecznie spędziliśmy niedzielę.
W 1943 roku hitlerowskie Niemcy przeniosły dużą część swojej produkcji zbrojeniowej w rejon Sudetów. W tym też czasie powstał, możliwe że właśnie z tym związany, projekt utworzenia nowej kwatery głównej Hitlera na Zamku Książ, a także potężnych podziemnych budowli, których znaczenie do dzisiaj pozostaje nieznane, wydrążonych w Górach Sowich.

Wejście do sztolni w Walimiu. A na pierwszy planie... skamieniałe worki cementu.

Wejście do sztolni w Walimiu. A na pierwszy planie… skamieniałe worki cementu.

Mniej więcej tyle właśnie wiedziałam jadąc tam. Zawalona robotą w pracy i po pracy nie miałam nawet czasu przygotować się z tego gdzie jechaliśmy. Chciałam zobaczyć miejsca owiane tajemnicą. Ogromne, podziemne hale nieznanego przeznaczenia. Być może pozostałości jakiegoś sprzętu, który mógłby coś podpowiedzieć. Jedyne co przeczytałam to krótki opis „trasy ekstremalnej”, na którą namówił nas ogarniający to wszystko kumpel.
Zaczęliśmy od Osówki. Znana nam część składa się między innymi z trzech sztolni, a najdłuższa z nich ma około 450 metrów. To właśnie tu można wybrać trasę zwykłą, czyli około godzinne przejście podziemiami wraz przewodnikiem, lub trasę ekstremalną. Nazwa jest tu jednak bardzo myląca. Choć trasa trwa trzydzieści minut dłużej to tak naprawdę dodatkowych atrakcji jest około 5 – 10 minut. Zaczyna się od przepłynięcia kilkudziesięciu metrów łodzią desantową. Do łodzi wlewa się woda, więc warto zabrać ze sobą dobre buty. Później można poczuć się jak w miniaturowym, a do tego podziemnym, parku linowym. Kilka desek położonych tuż nad wodą, uginające się podłoże i mini mostek. Wszystko stworzone ku uciesze wycieczek szkolnych i tych, którym marzyła się odrobina adrenaliny. Traci się jednak odrobinę z tamtejszej historii, choć tu przekazywane są raczej ciekawostki i podejrzenia co do tego miejsca, a nie to jak powstało. Dostępne korytarze to prawdopodobnie tylko część tego co naprawdę się tam znajduje. Uciekający hitlerowcy musieli dobrze zamaskować tamtejsze przejścia, bo – choć zeznawane przez świadków – nigdy nie udało się ich odnaleźć. Jednak po dokładniejszą historię związaną z tymi miejscami trzeba wybrać się do Rzeczki.

Rzeczka to drugi z trzech otwartych dla turystów obiektów Kompleksu Riese. Na pierszy rzut oka wydaje się bardziej turystyczna, mniejsza, mniej ciekawa. To jednak tylko pozory. Już od samego początku przewodnik skupia się na faktach i informacjach o tym jak budowa tych miejsc mogła wyglądać. W pierszym pomieszczeniu czeka też smutna inscenizacja.
W celu zbudowania kompleksu założono w 1943 r. spółkę Industriegemeinschaft Schlesien AG, której przekazano kilka tysięcy więźniów oraz jeńców wojennych, których umieszczono w czterech pierwszych obozach pracy. Jednak wobec niezadowalającego postępu prac już na przełomie marca i kwietnia 1944 nadzór nad budową przejęła Organizacja Todt.
W zboczach gór wiercono otwory w skałach, które rozsadzano materiałami wybuchowymi. W ten sposób powstawały sztolnie i komory, które wzmacniano obudowami żelbetowymi. Całość była uzbrojona w potężne sieci infrastruktur drogowych, kolejowych, a także wodociągowych, kanalizacyjnych, telefonicznych i energetycznych.
Jednak aby to wszystko zrobić potrzeba było ludzi. W czasie wojny najprostszym sposobem znalezienia bezpłatnej siły roboczej byli więźniowie obozów koncentracyjnych. Niedożywieni, harujący czasem kilkanaście godzin dziennie, ludzie, wytrzymywali tam często tylko kilka miesięcy. Zresztą częsta „wymiana pracowników” pomagała zachować tajemnicę konstrukcji. Wielu z tych, których nie zabiła praca, zginęli podczas wycofywania się hitlerowców z tych miejsc, aby nie mogli zdradzić żadnych tajemnic.
Tej historii w takim natężeniu nie usłyszeliśmy w Osówce. Zmartwieniem było czekanie pół godziny na naszą kolej w łodzi desantowej i mokre buty. Dopiero w Rzeczce mną targnęło. Nie podzieliłam się tym z nikim wcześniej. Idąc tamtejszymi korytarzami, słuchając historii, przestałam zachwycać się ogromnymi, wykutymi w skale, halami. Poczułam się zarzenowana tym, że w takim miejscu można urządzić komuś rozrywkę. Rzeczka dała możliwość zapoznania się ze znanymi faktami, pomyślenia o ludziach, którzy to miejsce budowali. Trudno powiedzieć o możliwości poczucia się jak tamci ludzie, ale inscenizacje, opowieści i miejsca, które zasługiwały na chwilę ciszy, sprawiły, że inaczej zaczęłam patrzeć na to miejsce. Według mnie warto zacząć od Rzeczki. I dopiero z tej perspektywy wyruszyć dalej i zdecydować na co ma się ochotę.

Poza Osówką i Rzeczką dostępne są jeszcze cztery obiekty: otwarty dla turystów Włodarz (największy z nich wszystkich) oraz trzy, które eksplorować można na własną odpowiedzialność – Jugowice Górne, Soboń oraz Gontowa. Istnieją poważne podejrzenia o istnieniu kolejnych obiektów, których do dziś nie odnaleziono.
Częścią projektu była również przebudowa Zamku Książ. Do Zamku doprowadzono kolejkę wąskotorową, utworzono tu szereg komór i budowli. Zamek miał być osiągalny wyłącznie drogą podziemną, tunelami samochodowymi i kolejowymi.

Pobyt w Rzeczce trochę mnie przytłoczył i dał do myślenia. Jest jednak cennym źródłem wiedzy i zastanawia mnie dlaczego tak rzadko, przynajmniej w moich szkołach, o tym miejscu się mówiło i się go nie odwiedzało. To właśnie takie miejsca, a nie kartki w podręczniku, uczą najwięcej i dają do myślenia.

Żeby jednak nie skończyć weekendu w ten sposób ostatnim naszym weekendowym punktem był Zamek Grodno w Zagórzu Śląskim. Zamek, jak na zamki przystało, mieści się na szczycie wzgórza i rozciąga się z niego piękna panorama. Z Zamkiem wiążą się liczne legendy, a „dowód” jednej z nich można nawet zobaczyć w tamtejszej wieży. Aby ich poszukać warto udać się do Wujka Gugla. Dla mnie znacznie ciekawszym niż legendy i podania okazało się spotkanie… Dziewicy Norymberskiej. Spotkaliście ją kiedyś?

Informacje praktyczne

Co? Skalne miasta (W Czechach np. Teplice nad Metuji, Adrspach, w Polsce Błędne Skały) oraz podziemne budowle Projektu Riese

Kiedy? Cały rok – skalne miasto wygląda pięknie o każdej porze roku; warto jednak wybrać dobrą pogodę. Chodząc po skałach zimą  może być ślizko. Pod ziemią pora roku nie ma znaczenia.

Na ile? Co najmniej dwa dni.

Jak dojechać? Najłatwiej samochodem – pozwoli to uniezależnić się od środków transportu. Można też poruszać się stopem. Komunikacja publiczna w tamtych rejonach jest nieregularna.

Wybierając kolejność zwiedzania warto kierować się pogodą. O ile w podziemiach nie będzie straszny nam deszcz o tyle chodzenie po górach jest zdecydowanie przyjemniejsze, gdy świeci słońce.

Ceny:
– nocleg w Wambierzycach od 25zł
– parking w Ardspach 70 Kč
– wejście do skalnego miasteczka w Ardspach ok. 8 zł
– bilet łączony Walim Rzeczka i Zamek Grodno 18 zł
– trasa ekstremalna Osówka 20 zł
– obiad w Teplicach od 15 zł

Reklamy

4 responses to “Polska na weekend: Góry Sowie

  1. Skalne Miasto jest ekstra, ale w Czechach dużo bardziej lubię Borumovske Steny, gdzie zagląda znacznie mniej ludzi, a formacje skalne są równie ciekawe, a widoki są rewelacyjne :)

    • Mam nadzieję, że jeszcze będę miała okazję zobaczyć. My byliśmy w lutym, więc ludzi było tam niewiele. Do Teplickich Skał nawet kasa była zamknięta.

      • Ja też byłam w Skalnym Mieście poza sezonem parę lat temu, jakoś właśnie w okolicach marca. Później, jakieś dwa lata temu chciałam tam pojechać w sierpniu i była jakaś kompletna masakra. Wtedy udałam się w Borumovskie Steny, gdzie też już wcześniej byłam, więc wiedziałam, że naprawdę warto się tam wybrać. Także gorąco polecam również w trakcie sezonu, gdyż mało kto tam zagląda :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s