Citybreak: Berlin – co warto zobaczyć przez dwa dni w Berlinie

Berlin to miasto pozytywnych kontrastów, ogromnych możliwości, multikulturowości, sztuki ulicznej. Licznych atrakcji turystycznych i mniej znanych zakątków, które można podziwiać niemal w samotności. Miasto, które przez wiele lat było podzielone murem, który obalony został z powodu ludzkiej pomyłki, a którego duch nadal krąży po mieście. W ten weekend zabiorę Was na wycieczkę po Berlinie alternatywnym. Z dala od Wyspy Muzeów, Parlamentu i Alei Pod Lipami (Unter den Linden). Jesteście gotowi?

IMG_9213c

Co takiego jest w tym dworcu?

Żeby maksymalnie wykorzystać weekend warto przyjechać tu już w piątek. Dzięki dobrym połączeniom z Polski można wyruszyć zaraz po pracy i być na miejscu o rozsądnej porze.

Jeśli zdecydujemy się na podróż pociągiem swój weekend warto zacząć w nietypowy sposób. Berliński Dworzec Główny (Berlin Hauptbahnhof) powstał dopiero w 2006 roku, tuż przed Mistrzostwami Świata w piłce nożnej. Zbudowany został na miejscu dawnego dworca Berlin Lehrter Bahnhof mocno zniszczonego podczas II Wojny Światowej, i choć odbudowanego, zamkniętego w 1951 roku. Materiał z rozebranego dworca posłużył do odbudowy miasta. Przez długi czas rolę głównego dworca w mieście pełnił Berlin Zoo. Centralnie położony dworzec, do którego mogły dojeżdżać pociągi z różnych kierunków. Wcześniej powstało wiele dworców, które kończyły trasę pociągów nadjeżdżających z konkretnego kierunki, np. Dresdener Bahnhof, Hamburger Bahnhof, Leipziger Bahnhof. Obecny dworzec ma formę krzyżową, przecinającą od wschodu na zachód górną linię oraz tunel, którym przejeżdżają pociągi na linii północ-południe. Jednak to nie dla takich oczywistości warto ten dworzec zwiedzić. Wybierając się na krótką wycieczkę z przewodnikiem można poznać historie poprzedniego i nowego obiektu, zobaczyć co zostało zmienione w stosunku do oryginalnego projektu ze względu na zbliżające się wielkimi krokami mistrzostwa a także… zobaczyć podziemie, które podczas budowy znajdywało się pod powierzchnią wody. Nasza wycieczka trwała około 90min i mimo, że na początku za głowę się łapałyśmy (bo co można robić półtorej godziny na dworcu?) to minęła w oka mgnieniu i ciągle miałam niedosyt.

Jabłko zakazane. To co tygryski lubią najbardziej. Wiecie, że cały monitoring i kierowanie ruchem Hauptbahnhof odbywa się z Dworca Wschodniego? Oznacza to ni mniej ni więcej a to, że reakcja może zająć im zdecydowanie za długo ;)

Jabłko zakazane. To co tygryski lubią najbardziej.
Wiecie, że cały monitoring i kierowanie ruchem Hauptbahnhof odbywa się z Dworca Wschodniego? Oznacza to ni mniej ni więcej a to, że reakcja może zająć im zdecydowanie za długo ;)

Wieczorny relaks

Po całym dniu pracy i podróży warto wieczorem trochę odpocząć. Zwłaszcza jak pierwszą, niestandardową, pozycję zwiedzania już odhaczyliście na dworcu.

Po zakwaterowaniu się (pomysły na nocleg znajdziecie na dole artykułu) warto wybrać się na dobrą kolację. Berlin jest miejscem, w którym zjeść można niemal wszystko. Berliński kebab, świetna pizza, Curry Wurst, eleganckie restauracje z kuchnią z całego świata. Ponieważ jednak ma być alternatywnie polecam wyruszyć na Kreuzberg i stamtąd, krążąc okolicznymi uliczkami, upolować coś dobrego. Coś, na co akurat mamy ochotę. I, choć dobrym znakiem są tłumy w środku, czasami nie warto się zrażać. Berlińczycy wychodzą na miasto dość późno i jeśli zgłodniejemy przed 20 to pustki w lokalu mogą być mylącym znakiem.

Sobotnie polowanie na uliczną sztukę

Berlin jest jedną wielką galerią sztuki. Galerią wiecznie żywą. Odwiedzaną przez największychy artystów tego świata, zmienną, przez swą naturę. Wystawia prace ogromne swymi rozmiarami, wielkie ze względu na wartość i malutkie, trudne do zauważenia, choć równie wartościowe. Jednak jak w niemal każdej galerii i tu można spotkać artystów pomniejszych. Słusznie lub nie, niedocenianych. Takich, którzy kopiują, takich którzy wymazują z pamięci sztukę poprzedników. Sztukę uliczną.

Polowanie nie będzie więc ani na zwierzęta (bo promocji takiej turystyki nigdy tu nie znajdziecie) ani super ofert w centrach handlowych. Polować będziemy na ulotną rzeczywistość ulicznych artystów, ich wizje, myśli i konkurencje.  I, choć samodzielne zwiedzanie to najlepsza moim zdaniem forma podróży, warto rozważyć zaangażowanie przewodnika. Bo mijając kolejne graffiti można nie zdawać sobie sprawy z ich historii, znaczenia i dojrzewania w czasie. Można ominąć ważne punkty na ulicznej mapie miasta, nie zatrzymać się w jednym squatów i nie docenić historii domku na drzewie. Żeby tego uniknąć, jeśli jednak postawicie na samodzielne zwiedzanie, przygotowałam dla Was mapkę. Z trasą, na której zobaczycie to co warto zobaczyć i poznać historię miejsc, o których nie w każdym przewodników coś wspominają. Także tutaj, w planie na sobotę, wymienię i pokażę tylko niektóre z nich. Wiele kolejnych miniecie po drodze, inne jeszcze ukryją się, niezauważone.

Startujemy z Alexander Platz. Łatwo tu dojechać z każdej części Berlina i można wypożyczyć super wygodne rowery. Stąd kierujemy się licznymi ścieżkami rowerowymi, pokonując kilkanaście kilometrów, w wersji podstawowej.

Jadąc z Alexander Platz w kierunku Michaelbruecke mijamy osiedla, które znamy z Polski. Wielkie bloki z wielkiej płyty, osiedlowe domy handlowe znane z polskich blokowisk, babcie ciągnące torby na kółkach. Jednak za obrazkami żywcem wyjętymi z polskiej rzeczywistości kryje się odrobinę inna historia. Po podziale Berlina, lecz jeszcze przed wybudowaniem muru, wschodni włodarze chcieli zachęcić mieszkańców do przeniesienia w te właśnie rejony. Wielu się na to skusiło, dostając mieszkania niemal za grosze, z bardzo niskimi kosztami utrzymania. Teraz, w XXI wieku, bloki te zazwyczaj mają tych samych lokatorów, którzy zdecydowali się tu zamieszkać kilkadziesiąt lat temu. Zmienili się właściciele obiektów. Gdy miasto zabroniło wyrzucania lokatorów czy też drastycznego podnoszenia czynszu mieszkańcy dostali promesę, że będą mogli zajmować lokale do końca swojego życia. Nie będą mogli ich przekazać rodzinie, a – co jest niezbyt przyjemną świadomością – na ich śmierć z niecierpliwością oczekują nowi właściciele bloków.

Köpe 137 na Köpenickerstrasse 137 to jeden z bardziej znanych squatów w Berlinie. Jeszcze przed obaleniem muru był chętnie zamieszkiwany. Po zjednoczeniu miasta właściciele terenu kilkukrotnie próbowali usunąć z tamtąd lokatorów, kilka razy były też podpisywane porozumienia, na bazie których legalizowano obecnym mieszkańców squatu. Obecnie w pięcio piętrowym budynku mieszka kilkadziesiąt osób, a miasto zaakceptowało fakt, że teren nie będzie w najbliższym czasie komercyjnie wykorzystany.

Jadąc od strony Alexander Platz, jeszcze przed Köpe 137 mija się ustawione i ciekawie pomalowane fragmenty muru. Niektóre z nich, ze względu na zaangażowane społecznie i politycznie hasła, są nie tylko sztuką, ale też manifestem.

IMG_9111c
IMG_9119c
IMG_9115c

Media Spree to teren z dość bujną przełością. Na przełomie XIX i XX wieku wykorzystywany był industrialnie. Podczas II Wojny Światowej pełnił rolę magazynów i fabryk wojskowych. Wiele z budynków zostało w trakcie wojny zniszczonych, a odzyskane materiały były transportowane do Związku Radzieckiego. Po podziale Berlina ten pięknie położony, bezpośrednio nad rzeką, fragment miasta stał się strefą pomiędzy wschodem i zachodem, a wszelki jego rozwój został przez to uniemożliwiony. Jego restruturyzacja rozpoczęła się dopiero w 1990 roku. I choć jej założenia (oparte na różnorodności biznesu, postawieniu na media, przekształcenie niektórych zachowanych budynków w zabytki) były szczytne to nie spotkał się z akceptacją wszystkich mieszkańców. W międzyczasie plan zagospodarowania kilkukrotnie się zmieniał, ale nadal Media Spree jest domem kilku znanych mediów.

Hasło "Fuck off media spree" jest na tyle duże, żeby zauważył je każdy w okolicy.

Hasło „Fuck off media spree” jest na tyle duże, żeby zauważył je każdy w okolicy.

Domek na drzewie Osmana Kalima nie jest technicznie rzecz biorąc domkiem na drzewie. Osman to turecki imigrant, który na trójkątnym fragmencie ziemi znajdującej się pomiędzy dwiema ulicami wybudował mały domek w ogrodzie. Teren znajdywał się we wschodniej części miasta. Jednak ze względu na koszty nie opłacało się budować muru w kształcie trójkątu i w ten oto sposób domek znalazł się na ziemi niczyjej. Początkowo podejrzewano, że teren może posłużyć do zbudowaniu nielegalnego tunelu łączącego obie części Berlina. Po jakimś czasie Osman dostał jednak oficjalną zgodę i wkrótce zaczął dzielić działkę z jeszcze jedną turecką rodziną. Po zjednoczeniu dobudowane zostały dodatkowe piętra i choć Osman był kilkukrotnie proszony o opuszczenie terenu, wspierany przez okoliczną społeczność, rezyduje tam do dzisiaj. Teren ten jest jednak pozbawiony elektryczności i kanalizacji, a woda pochodzi z deszczówki.

East Side Gallery to z jednej strony bardzo turystyczne, ale z drugiej alternatywne, miejsce na mapie Berlina. Na fragmencie muru o długości 1316m umieszczona została galeria na otwartym powietrzu. Do tworzenia zostali zaproszeni artyści z całego świata. 105 obrazów powstało w 1990 roku i jest ciekawą formą zobrazowania radości i nadziei dla ludzi z całego świata. Przez upływ czasu a także wandali część prac została zniszczona, a podjęte w międzyczasie niektóre próby renowacji nie tylko nie były udane, ale też spotkały się ze sprzeciwem ich autorów.

Znalezione na Wikipedia.org. Licencja Creative Common. Autor:  Victorgrigas

Stan fragmentu galerii z 2005. Praca została zrestaurowana w 2009 roku. Zdjęcie pochodzi z Wikipedia.org. Licencja Creative Common. Autor: Victorgrigas

RAW Tempel, ukryte za niepozorną bramą, kryje w sobie dawne hale fabryczne zamienione w centrum kultury. Można tu znaleźć teatr, kawiarnię, tor do jazdy na desce i ścianę wspinaczkową. Jego ściany pokryte są ciekawymi graffiti, a jeśli mamy szczęście, możemy zakupić ręcznie robione… niecodzienne krzesła. Jednak poza czysto wizualnymi atrakcjami RAW Tempel to przede wszystkim organizacja non-profit, której celem jest stworzenie przestrzeni do wykorzystania socjo-kulturalnego, łączącego ze sobą jednostkę z potrzebami społeczeństwa. Fundacja promuje komunikację pomiędzy rezydentami, sektorami kultury, różnymi kulturami. Jest też przestrzenią do stworzenia warsztatów, studia artystycznego, siedziby różnorodnych projektów, a także zachowanie tych budynków dla przyszłości. Jakakolwiek z powyższych pobudek do nas przemówi koniecznie trzeba to miejsce odwiedzić.

IMG_9174

IMG_9170c

Wracając na drugą stronę rzeki najpierw warto zatrzymać się tuż przed Oberbaum Brücke, żeby spojrzeć na ogromny mural na jednym z budynków, a następnie już na samym moście. Choć nie łatwo zauważyć to przechodząc mostem to składa się on z dwóch poziomów: samochodowo-pieszego oraz kolejowego (górą mostu przejeżdża linia U1 metra). Z mostem wiąże się wiele tragicznych historii osób, które próbowały uciec ze wschodniego Berlina. Jest też jednym z miejsc, w którym kręcony był film „Biegnij Lola, biegnij”.

Zaraz za mostem warto wjechać w Curvystrasse, żeby obejrzeć okoliczne murale autorstwa znanych artystów ulicznych Blue i JR-a. Zarówno „Kajdanki” jak i „Wschód-Zachód” zajmują całą boczną ścianę kamienicy i jak większość tego typu obrazów niosą za sobą silny przekaz społeczny. Podobnie jak „Różowy mężczyzna„, składający się z setek identycznych ludzików próbujących pożreć jednostkę.

IMG_9182c

Wiszące martwie zwierzęta to sztuka, która robi wrażenie. Znajdujący się na skrzyżowaniu Oranienstrasse / Manteuffelstrasse mural to jedno z dzieł ROA, belgijskiego artysty, który tworzy na całym świecie. Jego zwierzęta zawsze obecne są w lokalnej biosferze i choć przedstawione sa w tragicznych okolicznościach to przyciągają wzrok w niekoniecznie negatywny sposób. W innych miejscach miasta można podziwiać również jego dzika, ptaka, króliki, ale też wspinające się po budynku szczury.

Kawałek dalej znaleźć można Astronautę Kosmonautę. Mural obrazujący pęd o przywództwo w kosmosie, które miało miejsce pomiędzy ZSRR i Stanami Zjednoczonymi.

Astronauta Kosmonauta

Astronauta Kosmonauta

Wiszące martwe zwierzęta, RAO

Wiszące martwe zwierzęta, RAO

Na Wilhelmstrasse 9 warto natomiast odwiedzić kolejny squat, Tommy-Weisbecker-Hause. Ten kolektyw mieszkalny został stworzony w 1973 roku. Tworzy samoorganizującą się społeczność dla młodzieży i młodych osób, zapewniając podstawową opiekę i wsparcie w trudnych sytuacjach. W budynku powstała kawiarnia i sala koncertowo-konferencyjna, odbywały się tu też wystawy. Pomimo licznych prób usunięcia squatu ostatecznie miasto ostatecznie zorganizowało tu pracownika socjalnego oraz administrację. To co jednak warto tu zobaczyć, niekoniecznie będąc młodzieżą w potrzebie, są rewelacyjne – zaangażowane społecznie – murale. Znaleźć je można z każdej strony budynku, warto przejść też bramą i zajrzeć do kawiarni. Miejsce, choć rzadko odwiedzane, jest zdecydowanie warte polecenia.

IMG_9220c

IMG_9215c

photo4

Ostatnim punktem rowerowej wycieczki niech będzie Cock of Berlin. Dla niezaznajomionych z językiem niech poniższe zdjęcie będzie odpowiedzią ;) A skąd on się tu wziął? Rzeźba obrazuje redaktora naczelnego magazynu Bild Kaia Diekmana (kolejna gra słowna dla anglojęzycznych), który to ponoć poddał się nieudanemu zabiegowi przedłużenia penisa. Rzeźba powstała na ścianie budynku gazety Tageszeitung, w miejscu widocznym z okien Bild’a.

photo1 (6)

Z Rudi-Dutschke-Strasse można udać się już bezpośrednio na Alexander Platz lub obejrzeć po drodze bardziej popularne atrakcje Berlina, przejeżdżając przez Wyspę Muzeów, spoglądając na katedrę, a na koniec wjeżdżając na kopułę wieży telewizyjnej. Jeśli będziecie mieli jeszcze siłę to warto przejechać się na dawne lotnisko Tempelhof, które po zamknięciu jest popularnym miejscem sportu i odpoczynku.

O tym co warto zobaczyć wieczorem, gdzie pójść w niedzielę, gdzie zjeść i jak znaleźć atrakcyjny nocleg, a także gdzie warto wypożyczyć rower i… przewodnika przeczytacie już w kolejnym artykule. Miałam o wszystkim napisać razem, ale zrobiło się późno, a poniedziałek nie chce być weekendem… Tak więc dalsza część jeszcze w tym tygodniu.

 

Artykuł powstał przy współpracy z Deutsche Bahn oraz Visit Berlin, które zorganizowały nasz blogerski weekend w Berlinie.

Jeśli również macie ochotę na równie magiczny weekend w tym mieście przypominam o trwającym do końca poniedziałku konkursie. Powodzenia! :)

 

Znalazłeś w tym artykule przydatne informację? A może czegoś Ci w nim zabrakło? Zostaw komentarz, Twoja opinia pomoże mi lepiej dostosować i rozwijać artykuły zawarte na blogu.

Chcesz na bieżąco wiedzieć co się ciekawego dzieje? Dołącz do fanów bloga na facebook’u

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s